Złota chcą wszyscy. Tymczasem brakuje go jak nigdy wcześniej

złoto

Złoto od wieków było uznawane za najpewniajszą lokatę kapitału. I praktycznie zawsze znajdował się ktoś, kto chciał je sprzedać. Teraz z tym jest poważny problem.

W piątek wieczorem za uncję złota trzeba była zapłacić na światowych rynkach nieco ponad 1600 dolarów. Sporo, ale z drugiej strony to tylko nieco ponad sto dolarów więcej niż grudniu. Nie wszyscy więc uciekają w chwili zagrożenia do złota – są tacy, którzy w czasach pandemii próbują ratować część swoich oszczędności i inwestycji, kupując np. franki.

Jednak zdaniem cześci analityków to się może zmienić – złoto jeszcze mocno podrożeje. Największego wzrostu ceny spodziewa się tutaj dość w sumie niewielki w skali globalnej bank inwestycyjny B. Riley FBR z Arlington w stanie Wirginia.

Jego analitycy spodziewają się, że już latem za cenny kruszec trzeba będzie zapłacić aż 2,5 tys. dolarów za uncję. Tak wysoką prognozę dla kursu złota tłumaczą głównie zapowiedzianym przez Fed masowym dodrukiem dolarów.

Cena złota na światowych rynkach

Na cenę złota przy tym może wpływać nie tylko strach przed pandemią, wielką gospodarczą recesją i związane z tym obawy, że najważniejsze waluty świata mocno się osłabią, ale również procesy, które dotyczą bezpośrednio samego rynku złota.

Chodzi tutaj głównie o to, że sprzedawcom cennego kruszczu zaczyna go brakować – i to wcale nie tylko dlatego, że jest na nie wzmożony popyt.

Złoto – kopalnie nie działają, odlewnie zatrzymane

Po pierwsze, na świecie stanęły odlewnie złota – w tym np. trzy największe, które działają w szwajcarskim kantorze Ticino. Zamknięto je w ramach ostrych działań przeciwepidemicznych.  

Po drugie, w wielu miejskach świata zaprzestano z powodu pandemii koronawirusa jego wydobycia. Stała się tak np. po raz pierwszy w historii w RPA. 

Nie działa też większość kopalń złota w Ameryce Południowej.

Problemy z transportem złota

Pojawił się poza tym ogromny problem z transportem złota. Standardowo wozi się je w ładowniach zwykłych samolotów rejsowych. Teraz ruch lotniczy w większości zamarł.

Teoretycznie można załadować więcej złota do tych samolotów, które nadal latają, ale na to nie zgodzi się żadna firma ubezpieczeniowa, a bez tego transportu złota nikt nie zleci.

Niektórzy duzi sprzedawcy i kupujący w rodzaju np. rządu Rosji jakoś  tam sobie radzą w takiej sytuacji i wysyłają transport złota wojskowym samolotem z uzbrojoną eskortą, ale takie loty nie zapewniają gwarancji tak szybkich dostaw jak w przeszłości. W tym do dwóch najważniejszych miejsc na świecie, gdzie przechowywane jest złoto i skąd się je często wysyla – czyli do skarbca Fed-u w Nowym Jorku i jeszcze od niego większego skarbca Banku Anglii w Londynie.

Problemy w transporcie złota mocno też wpływają na cenę powiązanych z nim kontraktów na rynkach finansowych. W pewnym uproszczeniu stało się tak, ponieważ część tego rodzaju transakcji wiązała się z koniecznością późniejszej dostawy prawdziwego złota do Nowego Jorku – teraz jest z tym kłopot.

Foto: Peggy und Marco Lachmann-Anke z Pixabay.

Czytaj więcej: Kwarantanna przez sześć tygodni. Wcześniejszy jej koniec to „stosy ciał” – ostrzega Bill Gates.
Czytaj więcej: Pandemii będzie więcej. Wielu z nas może dożyć do następnej.

Podziel się artykułem