Safety driver śpi podczas jazdy robotaksówką

Znalazł pracę marzeń. Śpi w niej. Do tego za kierownicą…

Kierowca bezpieczeństwa zasnął w robotaksówce Tesli podczas jazdy z pasażerem. I tak kilka razy.

Robotaksówki Tesli dopiero raczkują, ale już przyciągają uwagę nie z powodu swojej przełomowości, tylko kontrowersji. Tym razem chodzi o sytuację, która wygląda wręcz absurdalnie. Kierowca bezpieczeństwa – człowiek, który ma nadzorować jazdę autonomicznego samochodu – zasnął za kierownicą podczas przewozu pasażera.

Tak, to praca, w której teoretycznie trzeba tylko czuwać i nic nie robić, ale jak widać, nawet to bywa wyzwaniem.

Pasażer nagrał śpiącego operatora i opublikował film na Reddit

Do zdarzenia doszło w San Francisco, gdzie Tesla prowadzi ograniczone testy robotaksówek. Jeden z pasażerów opublikował na Reddit nagranie, na którym safety driver drzemiący w fotelu kierowcy budzi się dopiero po chwili, gdy samochód porusza się już po ulicach miasta.

Według relacji autora nagrania, kierowca miał zasnąć trzy razy podczas jednego kursu. Pasażer zgłosił sprawę Tesli, ale – jak twierdzi – firma nie odpowiedziała na jego zgłoszenie.

Pod postem odezwała się też kolejna osoba, która rzekomo trafiła na tego samego operatora. Tamten kurs – prowadzony w korkach między Temescal a San Francisco – również miał przebiegać „ze śpiącym kierowcą”.

Konkurencja szkoli miesiącami. Tesla? Tego nie wiemy

Rola safety drivera w autonomicznym aucie jest trudniejsza, niż mogłoby się wydawać. To osoba, która musi stale monitorować zachowanie pojazdu i być gotowa do przejęcia kontroli w ułamku sekundy.

Dlatego np. Waymo – lider autonomicznej mobilności – wymaga od swoich kierowców rozbudowanego szkolenia, testów reakcji i rygorystycznych procedur zanim dopuści ich do jazdy.

Tymczasem Tesla… cóż, firma nie ujawnia szczegółów dotyczących szkoleń, ale podobne przypadki sugerują, że może być z tym różnie.

Awaria PR-owa to nie jedyny problem Tesli. Jest jeszcze kwestia pozwoleń i… wypadków

Robotaksówki Tesli mają za sobą trudny start. Od lipca – kiedy ruszyły testy w Austin – miało dojść już do co najmniej siedmiu kolizji, choć Tesla niechętnie ujawnia dane przesyłane do krajowego regulatora (NHTSA).

W Kalifornii sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Choć Tesla ma pozwolenie DMV na testy autonomicznych aut z safety driverem, to nie posiada wymaganego zezwolenia CPUC, które jest obowiązkowe, by wozić pasażerów w trybie autonomicznym – nawet jeśli w środku siedzi operator.

Co więcej, dopiero w marcu firma dostała zgodę na… zwykłą usługę ride-hailing z ludzkimi kierowcami.

Foto: Reddit.

Podziel się artykułem

PortalTechnologiczny.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.