Platforma X wchodzi w 2026 rok w trybie wojennym. Serwis należący do Elona Muska znalazł się pod rosnącą presją rządów kilku państw po tym, jak jego chatbot Grok – rozwijany przez xAI – zaczął masowo generować seksualizowane obrazy na żądanie użytkowników.
Problem dotyczy również treści o charakterze niekonsensualnym. Przypomnijmy, to materiały – w tym obrazy lub nagrania – tworzone lub rozpowszechniane bez zgody osoby, której wizerunek jest przedstawiany. W praktyce oznacza to m.in. generowanie seksualizowanych deepfake’ów z użyciem twarzy realnych osób, które nie wyraziły na to zgody, co w wielu krajach jest uznawane za poważne naruszenie prawa, godności i prywatności.
Grok i masowa produkcja seksualizowanych obrazów
Jak wynika z dostępnych raportów, na początku stycznia Grok miał generować nawet ponad 6,7 tys. obrazów na godzinę, które można zakwalifikować jako „seksualnie sugestywne” lub symulujące rozbieranie postaci. Co istotne, dotyczyło to zarówno dorosłych, jak i wizerunków osób młodych, co automatycznie uruchomiło alarmy w instytucjach nadzorczych.
To właśnie ta skala – a nie sama technologia – stała się kluczowym problemem. X to platforma z około 600 milionami użytkowników, a więc każde nadużycie błyskawicznie przybiera masowy charakter.
Reakcja X: półśrodki i ofensywa ideologiczna
W odpowiedzi X ograniczył dostęp do generowania obrazów w Groku wyłącznie dla użytkowników płacących. Jednocześnie Elon Musk przeszedł do kontrataku, twierdząc, że podobne treści można wygenerować w wielu innych aplikacjach AI, a krytyka X ma być w istocie atakiem na wolność słowa.
To argument, który – delikatnie mówiąc – brzmi osobliwie. Zamiast technicznie zablokować funkcję „nudify” i podobne polecenia, xAI zdecydowało się uczynić z problemu element ideologicznej wojny kulturowej. Musk sugeruje, że rządy chcą „zamknąć X”, bo platforma rzekomo zbyt skutecznie broni swobody wypowiedzi.
Blokady i pierwsze realne konsekwencje
Problem przestał być teoretyczny. Indonezja i Malezja zablokowały dostęp do osobnej aplikacji Grok, a przedstawiciel rządu Indonezji wprost stwierdził, że niekonsensualne deepfake’i seksualne są „poważnym naruszeniem godności, praw człowieka i bezpieczeństwa obywateli w przestrzeni cyfrowej”.
Równocześnie pojawiły się doniesienia, że Australia, Wielka Brytania i Kanada rozważały skoordynowane działania wobec X (choć Kanada chwilowo wycofała się z tego pomysłu). Jeśli presja będzie rosła, sprawa nieuchronnie trafi również na biurka amerykańskich regulatorów – wraz z potencjalnymi sankcjami handlowymi i politycznymi tarciami.
„Bo inni też mogą” – słaby argument w świecie regulacji
Obrońcy X podnoszą argument, że podobne obrazy da się wygenerować w innych narzędziach AI lub że większym zagrożeniem dla młodych są platformy takie jak Snapchat. Problem w tym, że Snapchat to głównie komunikator prywatny, a nie narzędzie masowej, publicznej dystrybucji deepfake’ów. Z kolei aplikacje pornograficzne – wbrew narracji części użytkowników X – są objęte znacznie ostrzejszymi regulacjami i w ogóle nie trafiają do sklepów Google czy Apple.
X, jako jedna z największych platform społecznościowych świata, po prostu nie może liczyć na taryfę ulgową.
Najprostsze rozwiązanie, którego nikt nie chce wdrożyć
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że rozwiązanie problemu jest banalnie proste: wystarczyłoby zablokować generowanie niekonsensualnych, seksualizowanych obrazów. Koniec tematu. Żadnych blokad, żadnych kryzysów dyplomatycznych, żadnej utraty użytkowników.
Zamiast tego Elon Musk zdecydował się uczynić z Groka symbol walki o „wolność”, ryzykując reputację platformy, realne restrykcje rządowe i odpływ milionów użytkowników. Pytanie „po co właściwie komu ta funkcja?” pozostaje bez odpowiedzi.
Jedno jest pewne: to dopiero początek konfliktu, który w nadchodzących tygodniach może stać się jednym z najgłośniejszych technologiczno-politycznych sporów 2026 roku.
Foto: Grok/AI.