Stany Zjednoczone chcą wykorzystać energetykę jądrową do odbudowy swojej pozycji w światowym transporcie morskim. Amerykańska administracja planuje stworzenie floty 50 statków handlowych napędzanych reaktorami jądrowymi. Każdy kosztowałby 700 mln dolarów. Pierwsze jednostki mogłyby powstać już w 2028 roku.
Projekt ma być odpowiedzią przede wszystkim na rosnącą przewagę Chin w światowym przemyśle stoczniowym. Jednocześnie może stać się jednym z najważniejszych przykładów powrotu energetyki jądrowej do zastosowań cywilnych poza elektrowniami.
USA chcą wrócić do gry na morzach
Za przygotowanie projektu odpowiada amerykańska Maritime Administration (MARAD). Agencja chce doprowadzić do powstania floty 50 jednostek pływających pod banderą USA. Wśród planowanych statków mają znaleźć się przede wszystkim kontenerowce oraz tankowce do transportu LNG.
Powód jest strategiczny. Chiny zdominowały obecnie światową produkcję dużych jednostek handlowych. Według przedstawionych danych odpowiadają za ponad połowę budowanych każdego roku masowców, kontenerowców i tankowców LNG.
Pekin nie zamierza przy tym poprzestać na dominacji w tradycyjnym przemyśle stoczniowym. Chiny rozwijają również koncepcje statków napędzanych energią jądrową. Takie jednostki mogłyby pokonywać bardzo długie trasy bez konieczności zawijania do portów w celu uzupełnienia paliwa.
Waszyngton chce więc nie tylko zwiększyć liczbę budowanych w USA statków, ale postawić na technologię, która może zmienić ekonomię transportu morskiego.
50 nuklearnych statków ma powstać w ramach współpracy przemysłu i państwa
W ubiegłym tygodniu MARAD podpisała niewyłączny Memorandum of Cooperation z firmą Core Power, tworząc podstawy współpracy pomiędzy administracją a przemysłem przy budowie statków oraz niezbędnej infrastruktury.
Core Power jest brytyjską firmą rozwijającą technologie wykorzystujące reaktory jądrowe na morzu. Według jej planów budowa pierwszej jednostki mogłaby rozpocząć się już w 2028 roku.
Interesujący jest również sposób, w jaki miałaby wyglądać produkcja statków. Kadłuby mogłyby powstawać w stoczniach amerykańskich sojuszników, przede wszystkim w Japonii lub Korei Południowej. Następnie elementy związane z energetyką jądrową byłyby instalowane w stoczni znajdującej się na terenie USA.
Taki model pozwoliłby wykorzystać doświadczenie azjatyckich producentów statków, jednocześnie pozostawiając najbardziej strategiczne elementy technologii jądrowej pod kontrolą Stanów Zjednoczonych.
Statek z reaktorem będzie droższy, ale nie będzie potrzebował tankowania
Największą przeszkodą pozostaje oczywiście cena.
Szacuje się, że jeden nuklearny statek handlowy może kosztować ponad 700 mln dolarów. To niemal trzykrotnie więcej niż porównywalna jednostka wyposażona w konwencjonalny napęd.
Zwolennicy technologii argumentują jednak, że początkowo wyższy koszt można częściowo zrekompensować podczas eksploatacji.
Statek napędzany reaktorem jądrowym nie musi regularnie zatrzymywać się w portach w celu tankowania paliwa. Może również utrzymywać wysoką prędkość przez dłuższy czas, zwiększając wykorzystanie jednostki.
Według szacunków Core Power konwencjonalny statek musiałby być około 66 proc. większy, aby przewieźć taką samą ilość towarów jak odpowiednio zaprojektowana jednostka z napędem jądrowym. Jeżeli takie założenia potwierdziłyby się w praktyce, różnica w kosztach zakupu mogłaby być mniej istotna przy analizowaniu całego okresu eksploatacji.
Szybszy transport bez emisji CO₂?
Amerykański sekretarz transportu Sean Duffy przekonuje, że statki wykorzystujące energię jądrową mogłyby skrócić czas przepraw nawet o 75 proc., jednocześnie nie emitując dwutlenku węgla podczas pracy reaktora.
To właśnie brak emisji związanych ze spalaniem paliw kopalnych jest jednym z najważniejszych argumentów za powrotem napędu jądrowego do żeglugi.
Trzeba jednak pamiętać, że „zeroemisyjny” napęd nie oznacza braku wszystkich emisji związanych z budową, produkcją paliwa jądrowego czy późniejszym demontażem jednostki. Kluczowa jest natomiast eliminacja spalania ogromnych ilości paliw kopalnych podczas wieloletniej eksploatacji statku.
Atom może zasilić nie tylko statek
Jeszcze ciekawszy jest drugi element planów Core Power. Firma chce wykorzystać technologię reaktorów również jako źródło energii dla centrów danych.
Rozważana jest koncepcja umieszczenia pływającej elektrowni jądrowej na statku zacumowanym w porcie wojskowym. Taki obiekt mógłby dostarczać energię do znajdującego się w pobliżu centrum danych.
W tym przypadku statek nie musiałby więc pływać. Reaktor pełniłby funkcję mobilnej elektrowni, którą w przyszłości można byłoby przenieść w inne miejsce.
Core Power chce wykorzystać w tym celu reaktor rozwijany przez amerykańską firmę BWX Technologies.
Pływająca elektrownia jądrowa zamiast tradycyjnej infrastruktury?
Pomysł może mieć znaczenie szczególnie w sytuacji rosnącego zapotrzebowania centrów danych na energię. Rozwój sztucznej inteligencji powoduje gwałtowny wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, a wraz z nią na energię elektryczną.
Budowa tradycyjnej elektrowni wymaga jednak wielu lat, dużych inwestycji oraz rozbudowanej infrastruktury przesyłowej.
Mobilny reaktor umieszczony na jednostce pływającej mógłby teoretycznie być instalowany tam, gdzie potrzebne są duże ilości energii. Po zakończeniu projektu lub zmianie zapotrzebowania taki obiekt można byłoby przenieść w inne miejsce.
Nie oznacza to jednak, że rozwiązanie jest proste. Jednym z problemów mogą być koszty przyłączenia pływającej elektrowni do sieci oraz konieczność pozostawania jednostki w jednym miejscu przez długi czas.
USA wracają do atomu na morzu
Projekt 50 nuklearnych statków pokazuje szerszy trend. Energetyka jądrowa coraz częściej jest rozpatrywana nie tylko jako sposób produkcji energii elektrycznej w klasycznych elektrowniach, lecz także jako źródło zasilania statków, instalacji przemysłowych czy centrów danych.
Dla Stanów Zjednoczonych projekt ma dodatkowo wymiar strategiczny. Chodzi nie tylko o ograniczenie emisji i zużycia paliwa, ale również o odbudowę konkurencyjności amerykańskiego przemysłu morskiego w rywalizacji z Chinami.
Jeżeli pierwsza jednostka rzeczywiście zaczęłaby powstawać w 2028 roku, będzie to jeden z najciekawszych testów tego, czy napęd jądrowy może ponownie wejść do cywilnej żeglugi na dużą skalę.
W przypadku powodzenia konsekwencje mogą wykraczać daleko poza transport morski. Reaktor na statku może stać się jednocześnie mobilnym źródłem energii dla infrastruktury lądowej, w tym coraz bardziej energochłonnych centrów danych.
Foto: Core Power.