Laser Helios na amerykańskim niszczycielu

USA marzy o „laserze na każdym okręcie”. Jest jeden problem

Pentagon chce stworzyć flotę uzbrojoną w lasery zdolne niszczyć rakiety i drony za kilka dolarów za strzał. Problem? Okręty, które mogłyby zasilić takie systemy, jeszcze nie istnieją. 

Amerykańska marynarka wojenna coraz wyraźniej pokazuje, że widzi przyszłość morskich bitew w broni laserowej. Wizja jest ambitna: okręty, które zamiast kosztownych rakiet obronnych będą niszczyć nadlatujące pociski, drony i zagrożenia hipersoniczne za pomocą wiązki energii kosztującej zaledwie kilka dolarów za strzał. Problem polega na tym, że flota zdolna do obsługi takich systemów w praktyce jeszcze nie istnieje.

Szef operacji morskich USA, admirał Daryl Caudle, podczas wystąpienia przed komisją sił zbrojnych amerykańskiego Kongresu przedstawił argumenty, które pokazują, dlaczego Pentagon tak mocno naciska na rozwój broni energetycznej. Według niego obecny model walki morskiej zaczyna być nie do utrzymania.

Dzisiejsze niszczyciele amerykańskiej floty, zwłaszcza jednostki klasy Arleigh Burke, posiadają ograniczoną liczbę pionowych wyrzutni rakietowych VLS. Każda komora może zostać załadowana rakietą ofensywną – na przykład pociskiem Tomahawk – albo rakietą przechwytującą przeznaczoną do obrony przed atakami przeciwnika.

To oznacza brutalny kompromis: im więcej miejsca zajmuje obrona, tym mniej pozostaje przestrzeni na uzbrojenie ofensywne.

Wojna pokazała problem amerykańskiej floty

Marynarka USA wskazuje na operację „Epic Fury” jako praktyczny dowód tego problemu. W trakcie działań bojowych grupa lotniskowcowa USS Gerald R. Ford miała prowadzić intensywne operacje przeciwko celom w Iranie, jednocześnie pozostając pod stałym zagrożeniem ze strony rakiet i dronów kamikaze.

Według dostępnych danych dziewięć okrętów wystrzeliło 207 pocisków Tomahawk. Jednak analiza sugeruje, że znaczna część pozostałych wyrzutni była wypełniona rakietami defensywnymi potrzebnymi do ochrony zespołu uderzeniowego.

Dla admirała Caudle’a jest to właśnie „niezrównoważony model wojny morskiej”. Okręty, które powinny służyć projekcji siły, w praktyce dużą część swojego arsenału poświęcają na samoobronę.

Laser miałby ten problem rozwiązać.

Zamiast odpalać kosztowne rakiety przechwytujące, okręt używałby wysokoenergetycznego systemu laserowego do neutralizacji nadlatujących zagrożeń. W teorii pozwoliłoby to pozostawić wyrzutnie VLS niemal wyłącznie dla pocisków ofensywnych.

Jest tylko jeden problem: obecne okręty nie mają wystarczającej mocy

Brzmi futurystycznie, ale największą przeszkodą nie jest dziś sama technologia lasera.

Problemem okazuje się… energia.

Nowoczesne lasery bojowe wymagają gigantycznych ilości prądu oraz zaawansowanych systemów chłodzenia. I właśnie tutaj amerykańska flota wpada w ścianę.

Nawet najnowsze niszczyciele typu Flight III Arleigh Burke są już praktycznie na granicy swoich możliwości energetycznych. Znaczną część dostępnej mocy pochłania nowy radar AN/SPY-6 przeznaczony do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.

Innymi słowy – obecne okręty nie mają zapasu energii potrzebnego do masowego wdrażania broni laserowej o parametrach wymaganych do przechwytywania pocisków rakietowych.

Dlatego amerykańska marynarka nie ukrywa, że prawdziwa „flota laserowa” będzie wymagała zupełnie nowych konstrukcji projektowanych od podstaw z myślą o takich systemach.

Pierwsze tego typu jednostki mogłyby pojawić się dopiero w latach 30. XXI wieku.

Kontenery zamiast przebudowy całej floty

Pentagon próbuje jednak znaleźć rozwiązanie pośrednie.

Jednym z najciekawszych kierunków jest tzw. Containerized Capability Campaign (C³) – program zakładający montowanie systemów bojowych w modułowych kontenerach możliwych do szybkiego przenoszenia między platformami.

Idea jest prosta: zamiast kosztownie przebudowywać każdy okręt, można dostarczyć gotowy moduł zawierający laser, sensory czy system walki elektronicznej.

Marynarka już prowadzi testy w tym kierunku.

W 2025 roku przeprowadzono udany test kontenerowego systemu laserowego LOCUST o mocy 30 kW na pokładzie lotniskowca USS George H.W. Bush. Lotniskowce napędzane reaktorami jądrowymi dysponują ogromnymi zasobami energii, dzięki czemu problem niedoboru mocy praktycznie znika.

Równolegle rozwijana jest także kontenerowa wersja systemu HELIOS – jedynego obecnie amerykańskiego lasera dużej mocy działającego na niszczycielu USS Preble.

Nowa broń może mieć nawet 500 kW mocy

Najbardziej ambitnym projektem pozostaje jednak Joint Laser Weapon System (JLWS), wspólny program armii i marynarki USA.

System od początku projektowany jest jako rozwiązanie kontenerowe. Początkowo ma osiągnąć moc około 150 kW, ale docelowo architektura przewiduje skalowanie do co najmniej 300 kW, a system sterowania wiązką ma obsługiwać nawet lasery z zakresu 300–500 kW.

Takie parametry zaczynają już wchodzić w obszar realnej obrony przeciwrakietowej – dokładnie tego zastosowania, na którym najbardziej zależy amerykańskiej marynarce.

Do 2031 roku Pentagon planuje przeznaczyć na badania i rozwój związany z tym kierunkiem ponad 675 mln dolarów.

„Laser na każdym okręcie” pozostaje odległą wizją

Obecnie widać więc trzy równoległe ścieżki rozwoju amerykańskiej broni energetycznej.

Pierwsza to stosunkowo niewielkie systemy kontenerowe przeznaczone głównie do walki z dronami i tańszymi zagrożeniami. Druga – znacznie bardziej futurystyczna – zakłada potężne lasery zintegrowane z nową generacją dużych okrętów projektowanych specjalnie pod kątem gigantycznych wymagań energetycznych.

Pomiędzy nimi znajduje się JLWS, który ma spróbować połączyć mobilność rozwiązań kontenerowych z mocą potrzebną do obrony przeciwrakietowej.

Dla amerykańskiej marynarki wojennej sprawa wydaje się przesądzona: broń energetyczna ma być jednym z fundamentów przyszłych konfliktów na morzu.

Pytanie brzmi już nie czy „laserowa flota” powstanie, ale kiedy uda się zbudować okręty zdolne ją udźwignąć.

Foto: Amerykański Departament Obrony/DOT&E.

Podziel się artykułem

PortalTechnologiczny.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.