Jeszcze niedawno większość chińskich samochodów elektrycznych trafiała do Europy bezpośrednio z portów w Chinach. Dziś ten szlak coraz częściej prowadzi przez… Tajlandię.
To nie przypadek, lecz świadoma strategia największych producentów z Państwa Środka. W ten sposób próbują ominąć wysokie cła antysubsydyjne nałożone przez Unię Europejską.
Po BYD do gry dołącza właśnie Changan, który wysłał do Europy pierwszą partię aut wyprodukowanych w swojej tajlandzkiej fabryce w Rayong. To kolejny sygnał, że Azja Południowo-Wschodnia staje się nowym zapleczem eksportowym chińskiej elektromobilności.
Changan idzie śladami BYD
Changan Automobile poinformował właśnie, że z jego zakładu w Rayong do Europy trafiła pierwsza partia 500 egzemplarzy elektrycznego SUV-a Deepal S05. Fabryka rozpoczęła działalność w maju 2025 roku. Od początku była projektowana nie tylko z myślą o rynku lokalnym, ale również o eksporcie.
Zakład powstał kosztem około 10 mld bahtów (320 mln dolarów) i docelowo ma produkować nawet 200 tys. aut rocznie. W Tajlandii będą powstawały modele marek Changan, Deepal i Avatr, czyli kluczowe filary globalnej ekspansji koncernu.
Deepal S05 to nowy elektryczny SUV oferowany w wersji bateryjnej (BEV) oraz z wydłużonym zasięgiem (EREV). W Chinach jego cena startuje od ok. 16,7 tys. dolarów, natomiast w Tajlandii – po uwzględnieniu subsydiów – od blisko 26 tys. dolarów.
BYD przeciera szlak i pokazuje, że „trik” działa
Pionierem tej strategii jest BYD, który już w 2024 roku uruchomił w Rayong swoją pierwszą w pełni kontrolowaną fabrykę samochodów osobowych poza Chinami. W sierpniu 2025 roku z Tajlandii do Europy wypłynęło ponad 900 egzemplarzy BYD Dolphin. Przeznaczone były m.in. na rynki Niemiec, Belgii i Wielkiej Brytanii.
Co istotne, auta zostały wysłane na pokładzie własnego statku BYD – BYD Zhengzhou – który po raz pierwszy obsługiwał trasę Tajlandia–Europa. Fabryka BYD ma zdolność produkcyjną 150 tys. pojazdów rocznie i obsługuje zarówno rynek lokalny, jak i eksport.
Dlaczego Tajlandia? Klucz do ominięcia ceł UE
Unia Europejska wprowadziła w 2024 roku cła antysubsydyjne na samochody elektryczne produkowane w Chinach. Uznała, że tamtejsi producenci korzystają z nieuczciwego wsparcia państwa. W przypadku BYD dodatkowa stawka wynosi 20,7%, doliczana do standardowego 10-procentowego cła.
Produkcja w Tajlandii pozwala jednak obejść ten problem. Auta formalnie nie są już „made in China”, dzięki czemu nie podlegają tym samym restrykcjom.
Tajlandia oferuje ponadto chińskich producentom:
- preferencyjne warunki inwestycyjne,
- rozwiniętą infrastrukturę portową,
- dostęp do umów handlowych,
- silne wsparcie rządu dla elektromobilności.
Europa pod presją chińskiej elektromobilności
Dla Brukseli to poważne wyzwanie. Choć cła miały chronić europejski przemysł motoryzacyjny, chińskie koncerny szybko znalazły sposób, by obejść bariery bez łamania prawa. Skala zjawiska może szybko rosnąć. BYD tylko w pierwszych siedmiu miesiącach roku sprzedał ponad 545 tys. aut elektrycznych poza Chinami, notując wzrost o 133% rok do roku.
Jednocześnie dynamika sprzedaży globalnej zaczyna słabnąć. To może jeszcze bardziej skłaniać chińskich producentów do agresywnej ekspansji na rynku europejskim – nawet kosztem politycznych napięć.
Tajlandzki „hub eksportowy” zmienia reguły gry
Przypadki BYD i Changana pokazują jasno: Tajlandia staje się bramą chińskich aut do Europy. To nie jednorazowy manewr, lecz długofalowa strategia, która może zmusić Unię Europejską do ponownej rewizji polityki handlowej.
Pytanie nie brzmi już, czy chińskie auta zaleją Europę, lecz z jakiego kraju będą oficjalnie do niej przypływać.
Foto: Changan.