Ulotka zniechęcająca do budowy centrów danych

Tysiące chińskich botów podsyca w USA niechęć do centrów danych AI

Nie tylko Rosja prowadzi na masową skalę działania propagandowe w internecie, których celem jest wpływanie na poglądy społeczne w sposób korzystny dla Kremla. W Polsce mogliśmy obserwować, jak rosyjska dezinformacja wykorzystywała istniejące napięcia społeczne, m.in. podsycając niechęć do Ukraińców. Podobne mechanizmy wykorzystują Chiny.

Tym razem celem ma być amerykańska debata dotycząca centrów danych napędzających rozwój sztucznej inteligencji. Platforma X poinformowała właśnie o wykryciu rozbudowanej chińskiej farmy botów. Około 200 tys. kont miało być powiązanych z chińskimi operatorami, a około 200 z nich publikowało treści mające wpływać na opinię Amerykanów na temat centrów danych i polityki energetycznej.

Problem w tym, że Pekin nie musi przekonywać Amerykanów, że centra danych są kontrowersyjne. Wystarczy wykorzystać istniejące obawy, nadać im większy zasięg i odpowiednio je ukierunkować.

200 kont miało podsycać niechęć do centrów danych

Według zespołu Global Government Affairs platformy X około 200 kont publikowało materiały w sposób, który mógł manipulować autentyczną debatą dotyczącą amerykańskiej polityki energetycznej i rozwoju sztucznej inteligencji.

W publikowanych materiałach pojawiały się między innymi twierdzenia, że rozwój centrów danych AI powoduje wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych oraz dodatkowo obciąża amerykańską sieć energetyczną.

Pojawiały się również wygenerowane przez AI grafiki przedstawiające właścicieli i operatorów centrów danych jako osoby bogacące się kosztem zwykłych Amerykanów.

Na pierwszy rzut oka można więc powiedzieć: klasyczna dezinformacja. Jest jednak pewien problem.

Część argumentów wykorzystywanych przez chińskie konta nie jest całkowicie oderwana od rzeczywistości.

Problem z cenami energii jest realny

To właśnie czyni tego typu operacje szczególnie interesującymi.

Jeżeli ktoś chce zmanipulować debatę społeczną, niekoniecznie musi wymyślać całkowicie fałszywe informacje. Znacznie skuteczniejszą metodą może być wykorzystanie prawdziwego problemu, a następnie przedstawienie go w sposób maksymalnie emocjonalny i jednostronny.

W przypadku centrów danych chodzi przede wszystkim o ogromne zapotrzebowanie na energię elektryczną.

Rozbudowa infrastruktury potrzebnej do obsługi modeli AI powoduje gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię w niektórych regionach USA. Analizy przywoływane w materiale wskazują, że w miejscach znajdujących się w pobliżu dużych centrów danych ceny energii mogły wzrosnąć nawet o 267 proc.

Podobne obawy przedstawiał Goldman Sachs. Według jego analiz ceny energii elektrycznej w USA wzrosły w lutym 2026 roku o 6,9 proc. rok do roku, a dalsza ekspansja centrów danych może zwiększać presję na rynek energii.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy wzrost cen energii można przypisać centrom danych AI. Pokazuje jednak, dlaczego temat jest tak podatny na manipulację.

Dezinformacja może być najbardziej skuteczna wtedy, gdy miesza fakty z fałszywymi wnioskami.

Chińska operacja zaczęła się wcześniej

Co ciekawe, nie jest to pierwszy przypadek, gdy Chiny próbują wykorzystywać temat amerykańskich centrów danych.

W czerwcu OpenAI informowało o kontach powiązanych z Chinami, których użytkownicy wykorzystywali ChatGPT do przygotowywania materiałów mających wpływać na poglądy Amerykanów.

Jednym z tematów były właśnie centra danych.

Użytkownicy mieli prosić model o pomoc w opracowaniu sposobów oddziaływania na opinię publiczną w USA. W przygotowywanych materiałach również pojawiał się argument, że rozwój infrastruktury AI podnosi ceny energii elektrycznej przeciętnych gospodarstw domowych.

Teraz X twierdzi, że odkryła kolejną część tej operacji — tym razem obejmującą setki kont przeznaczonych do prowadzenia skoordynowanej działalności w mediach społecznościowych.

Nie wiadomo natomiast, czym dokładnie zajmowało się pozostałe około 198,8 tys. kont należących do wykrytej sieci. Wcześniejszy raport OpenAI wskazywał, że część chińskiej aktywności dotyczyła również amerykańskiej polityki handlowej i technologicznej.

Dlaczego akurat centra danych?

Bo wokół nich narasta w USA autentyczny konflikt społeczny.

Rozwój sztucznej inteligencji wymaga budowy gigantycznej infrastruktury obliczeniowej. Centra danych zajmują ogromne powierzchnie i potrzebują nie tylko energii, ale także chłodzenia, wody i nowych przyłączy energetycznych.

W niektórych miejscach lokalne społeczności zaczynają więc protestować przeciwko kolejnym inwestycjom.

Skala planowanych projektów potrafi robić wrażenie. Jeden z planowanych kampusów w Michigan ma w przyszłości potrzebować około 1,4 GW mocy. To zapotrzebowanie porównywalne z mocą dużej elektrowni jądrowej.

Mieszkańcy obawiają się nie tylko rachunków za energię. W grę wchodzą również zajmowanie terenów rolniczych, zwiększony ruch samochodowy, hałas, zużycie wody oraz dodatkowe emisje związane z awaryjnymi generatorami i źródłami energii uruchamianymi wtedy, gdy lokalna sieć nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej mocy.

Problem z wodą również jest konkretny.

Centra danych w Wirginii zużyły w 2023 roku co najmniej 1,85 mld galonów wody, podczas gdy w 2019 roku było to 1,13 mld galonów. W Georgii jeden z obiektów miał wykorzystać 29 mln galonów wody, zanim otrzymał rachunek, a mieszkańcy okolicy skarżyli się jednocześnie na spadek ciśnienia w lokalnej sieci.

Chiny nie stworzyły tego problemu

I właśnie tutaj znajduje się najważniejsza część całej historii.

Chińska operacja informacyjna nie oznacza, że Amerykanie zostali nagle przekonani do sprzeciwiania się centrom danych. Nie musieli być przekonywani.

Sprzeciw wobec części inwestycji istniał już wcześniej i wynikał z realnych problemów lokalnych społeczności.

Protesty stają się jednak coraz większe i bardziej intensywne. Z drugiej strony ich przeciwnicy przekonują, że blokowanie infrastruktury AI może zaszkodzić amerykańskiej gospodarce, konkurencyjności technologicznej, a nawet bezpieczeństwu narodowemu.

Do krytyków protestów dołączył również Donald Trump, który stwierdził, że osoby sprzeciwiające się budowie centrów danych „popełniają błąd”. W USA pojawiały się nawet porównania blokowania centrów danych do protestowania przeciwko fabrykom produkującym czołgi i samoloty podczas II wojny światowej.

W takiej sytuacji wystarczy więc wejść w istniejący konflikt i go dodatkowo podgrzać.

To nowa generacja wojny informacyjnej

Historia ujawniona przez X pokazuje coś znacznie ważniejszego niż tylko kolejną farmę botów.

Współczesna propaganda coraz częściej nie próbuje stworzyć rzeczywistości od zera. Próbuje przejąć rzeczywistość, która już istnieje.

Jeżeli mieszkańcy danego regionu rzeczywiście obawiają się wysokich rachunków za energię, boty nie muszą wymyślać takiego problemu. Mogą znaleźć najbardziej emocjonalne historie, powtarzać je tysiące razy, tworzyć angażujące grafiki i wzmacniać przekaz w mediach społecznościowych.

Jeżeli społeczeństwo jest już podzielone, algorytmicznie wzmacniana dezinformacja może sprawić, że podział stanie się jeszcze głębszy.

To mechanizm, który znamy również z innych operacji informacyjnych prowadzonych przez Rosję. W Polsce rosyjska propaganda wielokrotnie wykorzystywała istniejące napięcia społeczne, aby wzmacniać niechęć wobec Ukraińców. Nie trzeba było przekonywać wszystkich Polaków do całkowicie nowej idei. Wystarczyło znaleźć istniejące obawy, nadać im odpowiednią narrację i dostarczyć im ogromnego zasięgu.

Chińska operacja dotycząca centrów danych wygląda podobnie.

Największym zagrożeniem jest półprawda

To również ważna lekcja dla odbiorców internetu.

Najłatwiej rozpoznać klasyczny fake news, który można zweryfikować jednym wyszukiwaniem. Znacznie trudniej zauważyć manipulację, gdy składa się ona z prawdziwych informacji połączonych z fałszywymi wnioskami.

Centra danych rzeczywiście zużywają ogromne ilości energii. Mogą zwiększać zapotrzebowanie na wodę. Mogą powodować lokalne problemy infrastrukturalne. W niektórych regionach mieszkańcy rzeczywiście obawiają się wzrostu rachunków.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każda inwestycja AI jest szkodliwa, że centra danych są odpowiedzialne za cały wzrost cen energii albo że rozwój sztucznej inteligencji powinien zostać zatrzymany.

I właśnie tę granicę próbuje zacierać propaganda.

Chiny mogą więc wykorzystywać autentyczne problemy związane z rewolucją AI do realizowania własnych celów geopolitycznych. Nie muszą przy tym kłamać w każdym zdaniu. Wystarczy, że odpowiednio wybiorą fakty, emocje i odbiorców.

To może być znacznie trudniejsze do wykrycia niż klasyczna dezinformacja — i dlatego znacznie bardziej niebezpieczne.

Foto: ChatGPT Image/AI.

Podziel się artykułem

PortalTechnologiczny.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.