Donald Trump nakazał amerykańskiej marynarce wojennej przygotowanie planu powrotu do technologii, którą miały zastąpić nowoczesne systemy elektromagnetyczne. Chodzi o katapulty służące do wystrzeliwania samolotów z pokładu lotniskowców oraz windy transportujące uzbrojenie.
Decyzja dotyczy przede wszystkim przyszłego lotniskowca USS Doris Miller (CVN-81), czwartej jednostki typu Gerald R. Ford. Administracja prezydenta USA chce, aby zastosowane w nim elektromagnetyczne systemy EMALS oraz Advanced Weapons Elevators zostały zastąpione odpowiednio przez katapulty parowe i windy hydrauliczne. Pentagon ma w ciągu 60 dni przedstawić plan przeprowadzenia takiej zmiany.
To zaskakujący zwrot, ponieważ właśnie elektromagnetyczne systemy były jedną z najważniejszych technologicznych zmian wprowadzonych wraz z nową generacją amerykańskich lotniskowców.
EMALS miało być przyszłością lotniskowców
System Electromagnetic Aircraft Launch System, czyli EMALS, zastąpił stosowane przez dziesięciolecia katapulty parowe. Zamiast tłoka napędzanego parą wykorzystuje energię elektryczną oraz silnik liniowy, który rozpędza samolot na pokładzie lotniskowca.
Rozwiązanie miało przynieść kilka istotnych korzyści. EMALS pozwala bardzo precyzyjnie kontrolować prędkość startową, zapewnia płynniejsze przyspieszanie i może obsługiwać zarówno ciężkie samoloty bojowe, jak i znacznie lżejsze bezzałogowce. Według amerykańskiej marynarki system wymaga również mniej miejsca, konserwacji i personelu niż tradycyjne katapulty parowe.
To szczególnie istotne w przypadku przyszłych lotniskowców, które mają wykorzystywać coraz większą liczbę bezzałogowych statków powietrznych. Precyzyjna kontrola elektromagnetycznego systemu pozwala dostosować sposób startu do masy konkretnej maszyny.
Problem w tym, że EMALS przez lata miał problemy z niezawodnością.
Podczas testów na USS Gerald R. Ford dochodziło do awarii systemu, które czasowo ograniczały operacje lotnicze. W jednym z przypadków awaria elementów odpowiedzialnych za obsługę energii doprowadziła do przerwania pracy EMALS, choć załodze udało się później przywrócić system.
To właśnie tego typu doświadczenia są jednym z argumentów wykorzystywanych przez administrację Trumpa.
Trump wybiera technologię starszą, ale sprawdzoną
Katapulta parowa jest rozwiązaniem znacznie starszym, ale przez dziesięciolecia była podstawowym systemem startowym amerykańskich lotniskowców.
Jej działanie jest stosunkowo proste: para pod wysokim ciśnieniem napędza tłok połączony z mechanizmem rozpędzającym samolot. Technologia jest ciężka, wymaga rozbudowanej infrastruktury parowej i generuje większe obciążenia, ale jej działanie jest dobrze znane marynarce.
Trump od lat krytykował EMALS, argumentując, że system jest zbyt skomplikowany i zawodny. Teraz jego administracja chce przełożyć tę krytykę na konkretną zmianę konstrukcyjną.
Będzie to jednak znacznie trudniejsze niż zwykła wymiana jednego urządzenia na inne.
To nie jest wymiana jednego elementu
Największym problemem jest to, że lotniskowiec typu Gerald R. Ford został zaprojektowany jako jednostka w dużej mierze oparta na energii elektrycznej.
Amerykańska marynarka podkreślała, że jednym z założeń konstrukcji Forda było odejście od rozbudowanej infrastruktury parowej. EMALS miał być elementem większej zmiany obejmującej cały sposób wykorzystania energii na pokładzie.
Powrót do katapult parowych oznacza więc konieczność odtworzenia odpowiedniej infrastruktury, instalacji nowych przewodów i urządzeń oraz przeprojektowania części okrętu.
Jeszcze bardziej problematyczna może być zmiana Advanced Weapons Elevators. Nowoczesne windy wykorzystują silniki liniowe i zostały zaprojektowane specjalnie dla lotniskowców typu Ford. Ich zastąpienie hydraulicznymi odpowiednikami oznacza kolejne ingerencje w konstrukcję okrętu.
Dlatego decyzja Trumpa może oznaczać nie tylko wymianę systemów, ale w praktyce przeprojektowanie części przyszłego lotniskowca.
Największym problemem może być koszt
Zmiana technologii na etapie budowy lotniskowca może okazać się bardzo kosztowna. Reuters informował, że prace związane z EMALS dla USS Doris Miller są już zaawansowane, a General Atomics – producent systemu – ostrzega przed konsekwencjami zmiany projektu.
Co więcej, modyfikacja konstrukcji może doprowadzić do dalszych opóźnień programu.
To szczególnie istotne, ponieważ Gerald R. Ford jest jednym z najbardziej skomplikowanych okrętów wojennych, jakie kiedykolwiek zbudowano. Każda poważna zmiana w projekcie na etapie produkcji może mieć konsekwencje dla harmonogramu, kosztów i certyfikacji całej jednostki.
Trump chce jednak potraktować tę decyzję jako element znacznie większej reformy amerykańskiego przemysłu stoczniowego.
Trump chce również zwiększyć produkcję okrętów
Powrót do katapult parowych jest tylko jednym z elementów memorandum dotyczącego przyszłości amerykańskiej floty.
Administracja Trumpa chce między innymi utworzyć piątą stocznię marynarki wojennej, zwiększając możliwości remontowe i serwisowe dla lotniskowców oraz okrętów podwodnych. Dokument zakłada również większe otwarcie amerykańskich programów okrętowych na zagranicznych producentów.
Firmy z innych państw będą mogły uczestniczyć w wybranych programach, jeżeli jednocześnie zainwestują w amerykańską infrastrukturę stoczniową. Po początkowej fazie budowa kolejnych jednostek miałaby odbywać się już w USA.
To pokazuje, że Trump nie patrzy na problem wyłącznie przez pryzmat jednej technologii.
Jego celem jest przede wszystkim zwiększenie tempa budowy okrętów i odbudowa amerykańskich zdolności przemysłowych. Powrót do prostszych, bardziej dojrzałych technologii ma być jednym ze sposobów ograniczenia ryzyka związanego z projektami, które przez lata były modyfikowane i komplikowane.
Lekcja z programu fregat
Administracja Trumpa może tutaj wyciągać wnioski z wcześniejszych problemów amerykańskiego programu fregat typu Constellation.
Program bazował początkowo na sprawdzonym projekcie włoskiej fregaty FREMM, który miał ograniczyć ryzyko techniczne. Kolejne zmiany wprowadzone przez USA sprawiły jednak, że podobieństwo do pierwotnego projektu znacząco się zmniejszyło, a program zaczął notować opóźnienia.
Właśnie dlatego memorandum Trumpa zakłada, że w określonych programach marynarka nie powinna bez końca modyfikować dojrzałych projektów. Każda większa zmiana miałaby wymagać zgody sekretarza obrony.
Czy powrót do pary rzeczywiście ma sens?
Z technologicznego punktu widzenia odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Katapulta parowa ma ogromną zaletę: jest technologią dojrzałą i dobrze znaną. EMALS jest natomiast rozwiązaniem bardziej zaawansowanym, które oferuje większą precyzję, mniejsze zapotrzebowanie na personel i możliwość łatwiejszego dostosowania parametrów startu do różnych typów samolotów.
Problemem EMALS były jednak rzeczywiste problemy wieku dziecięcego i niezawodności podczas wdrażania. Pytanie brzmi więc, czy właściwą odpowiedzią jest powrót do pary, czy raczej dalsze doskonalenie systemu elektromagnetycznego.
To właśnie będzie najważniejszym pytaniem dla amerykańskiej marynarki.
Jeżeli powrót do starszej technologii okaże się skuteczny, administracja Trumpa będzie mogła argumentować, że postawiła na rozwiązania sprawdzone zamiast kosztownych eksperymentów. Jeżeli jednak przebudowa Doris Miller doprowadzi do wzrostu kosztów i kolejnych opóźnień, decyzja może stać się przykładem tego, jak polityczna ingerencja w szczegóły skomplikowanego projektu technologicznego może przynieść odwrotny skutek.
Jedno jest pewne: najnowocześniejsza amerykańska marynarka może właśnie wykonać bardzo nietypowy krok – w przyszłość, cofając się jednocześnie do technologii parowej.
Foto: U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 1st Class William Spears.