pancernik Trump Class

Trump chce pancerników przyszłości. Bez Korei USA nie zbudują ich na czas

Donald Trump zapowiedział budowę największych i najbardziej uzbrojonych okrętów nawodnych w historii USA, przedstawiając je jako symbol powrotu amerykańskiej potęgi morskiej. 

Za efektownymi zapowiedziami kryje się jednak znacznie bardziej złożona rzeczywistość. To projekt rozpisany na dekady, którego realizacja wymaga wsparcia Korei Południowej. Amerykańskie stocznie nie są dziś w stanie szybko budować tak dużych i skomplikowanych jednostek.

Ogłoszona „Trump Class” ma być odpowiedzią na rosnącą potęgę Chin i Rosji na morzach. Już teraz jednak widać, że jej przyszłość zależy nie tylko od pieniędzy i ambicji politycznych. Równie istotne będą realne zdolności przemysłowe USA oraz to, czy program przetrwa kolejne zmiany administracji. Nazwa „Trump Class” może okazać się tylko chwilowym elementem politycznego przekazu.

Trump Class ma być największą klasą okrętów nawodnych w historii USA

Prezydent USA ogłosił, że marynarka wojenna otrzyma dwie nowe jednostki określane jako „największe i najpotężniejsze okręty nawodne w historii kraju”, z możliwością rozszerzenia programu nawet do 25 jednostek w przyszłości. 

Według wizualizacji i zapowiedzi mają to być ogromne okręty o wyporności sięgającej 30–40 tys. Ton. Będą pełnić rolę flagowych centrów dowodzenia flotą, zdolnych do prowadzenia operacji kinetycznych, rakietowych, elektronicznych i nuklearnych.

Hipersoniczne i nuklearne uzbrojenie na okrętach nawodnych USA

Deklaracje dotyczące uzbrojenia brzmią imponująco. Jednostki Trump Class mają otrzymać zaawansowane radary SPY-6, systemy walki elektronicznej, broń laserową, railguny oraz rozbudowane wyrzutnie pionowego startu. 

Kluczowym elementem ma być także integracja pocisków hipersonicznych oraz jądrowych pocisków manewrujących SLCM-N. To wprowadza nowy wymiar odstraszania nuklearnego bezpośrednio na powierzchni mórz.

Amerykańskie stocznie nie są gotowe na szybkie budowy takich okrętów

Najważniejszy problem programu leży jednak poza samą technologią bojową. Amerykańskie stocznie od lat tracą zdolność do szybkiej budowy dużych jednostek wojennych. Widać to w chronicznych opóźnieniach programów Zumwalt, Constellation czy modernizacji floty atomowej. Brakuje kadr, doświadczenia oraz nowoczesnej infrastruktury niezbędnej do uruchomienia seryjnej produkcji tak skomplikowanych okrętów.

Korea Południowa wchodzi do gry. Hanwha kluczowym partnerem US Navy

To właśnie dlatego niemal równolegle z zapowiedzią Trump Class pojawiła się informacja o kluczowej roli południowokoreańskiego koncernu Hanwha Ocean. Firma, która w 2024 roku przejęła Philly Shipyard w Filadelfii, zobowiązała się do zainwestowania tam 5 miliardów dolarów w ramach szerokiego programu rozwoju przemysłu stoczniowego. Rynek zareagował natychmiast – akcje Hanwha Ocean gwałtownie wzrosły po ogłoszeniu współpracy z US Navy.

Korea Południowa od lat pozostaje jednym z globalnych liderów w budowie dużych i złożonych jednostek pływających. Zarówno cywilnych, jak i wojskowych. W praktyce oznacza to, że amerykańska odbudowa potęgi morskiej będzie w dużej mierze oparta na azjatyckim doświadczeniu. Nawet jeśli formalnie okręty będą powstawać na terenie USA i pod amerykańską banderą.

Superokręty Trumpa to projekt rozpisany na dekady

Coraz więcej ekspertów podkreśla, że nowa klasa superokrętów to projekt długofalowy. Jego realne efekty będą widoczne dopiero w latach 30. lub nawet 40. XXI wieku. 

Samo uruchomienie mocy produkcyjnych, odbudowa łańcuchów dostaw i integracja zaawansowanych systemów bojowych to proces wymagający czasu, którego nie da się skrócić decyzją polityczną.

Znamienne jest również to, że nazwa klasy ma wyraźnie polityczny charakter. W historii US Navy rzadko utrzymywały się oznaczenia silnie związane z jedną administracją lub konkretnym prezydentem. Jeśli projekt przetrwa zmianę władzy w Białym Domu, bardzo możliwe, że Trump Class zostanie przemianowana na bardziej neutralną nazwę, zgodną z tradycją amerykańskiej marynarki wojennej.

Ambicje globalnej dominacji zderzają się z realiami przemysłowymi USA

Ostatecznie zapowiedź nuklearnych superokrętów jest mniej opowieścią o szybkim powrocie amerykańskiej potęgi morskiej, a bardziej diagnozą stanu przemysłu stoczniowego Stanów Zjednoczonych. To projekt o ogromnych ambicjach, którego powodzenie zależy nie tylko od budżetu i woli politycznej, lecz przede wszystkim od tego, czy USA zdołają odbudować kompetencje, które dziś w dużej mierze znajdują się poza ich granicami – zwłaszcza w Korei Południowej.

Foto: U.S. Navy.

Podziel się artykułem

PortalTechnologiczny.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.