Ferrari oficjalnie zaprezentowało wnętrze swojego pierwszego w pełni elektrycznego samochodu. Model nazwany Ferrari Luce powstał we współpracy z legendarnym studiem LoveFrom, założonym przez byłego głównego projektanta Apple Jony’ego Ive’a oraz ikonę światowego designu Marca Newsona.
Efekt? Kokpit, który bardziej przypomina analogowe Ferrari z lat 50., 60. i 70. niż futurystyczny pojazd naszpikowany ekranami dotykowymi.
Analog wraca do Maranello
Zamiast modnych paneli pojemnościowych i minimalistycznych tafli szkła, Ferrari postawiło na fizyczne przyciski, aluminiowe przełączniki i klasyczne, okrągłe zegary. Wnętrze Luce’a jest wyraźnym zerwaniem z estetyką znaną z najnowszych modeli marki — i jednocześnie ukłonem w stronę jej dziedzictwa.

Projektanci LoveFrom inspirowali się klasycznymi zegarami firm Veglia, Smiths i Jaeger, a także… analogowym zegarem znanym z iPhone’a. Całość wykonano z szczotkowanego aluminium, bez plastikowych osłon wymaganych dziś w wielu samochodach ze względów bezpieczeństwa.
Kierownica jak z klasycznego Ferrari — ale ultralekka
Nowa kierownica Ferrari Luce nawiązuje do kultowego koła Nardi, znanego z historycznych modeli marki. Klakson został zintegrowany z ramionami kierownicy, a dodatkowe moduły sterujące umożliwiają obsługę kluczowych funkcji bez odrywania rąk od wieńca — zgodnie z filozofią Ferrari.
Co ciekawe, kierownica została wykonana w całości z frezowanego CNC aluminium pochodzącego z recyklingu i jest aż 400 gramów lżejsza od standardowych rozwiązań stosowanych dotąd przez producenta.
Podwójny ekran OLED udający klasyczne zegary
Zamiast jednego dużego wyświetlacza, Ferrari zastosowało dwa nachodzące na siebie ekrany OLED. Tylny z nich odpowiada za wizualizację analogowych wskaźników, które „prześwitują” przez wycięcia, tworząc iluzję prawdziwych mechanicznych zegarów.

To jedno z najbardziej nietypowych rozwiązań w świecie nowoczesnych kokpitów — cyfrowe, ale z zachowaniem analogowej estetyki.
Obracany ekran infotainment i szkło Corning Fusion5
Centralny ekran systemu infotainment zamontowano na przegubie kulowym, co pozwala obracać go w stronę kierowcy lub pasażera. To rozwiązanie, które — jak sugerują obserwatorzy branży — może wkrótce zostać skopiowane przez innych producentów.
Ferrari sięgnęło również po szkło Corning Fusion5, wykorzystane m.in. w kluczyku (z wyświetlaczem e-ink) oraz w selektorze biegów. Grafiki nanoszono za pomocą laserów wykonujących mikrootwory w szkle — cieńsze niż połowa ludzkiego włosa — co zapewnia perfekcyjną jednolitość oznaczeń.
1113 KM mocy i przyspieszenie supersamochodu
Choć Ferrari wciąż stopniowo ujawnia szczegóły techniczne, już wiadomo, że Luce będzie prawdziwym potworem osiągów:
- 4 silniki elektryczne (po jednym na każde koło),
- 1113 KM mocy (830 kW),
- bateria o pojemności 122 kWh,
- przyspieszenie 0–100 km/h w 2,5 s,
- prędkość maksymalna 310 km/h.
Za prowadzenie odpowiada zaawansowana elektronika sterująca zawieszeniem typu coilover spool damper, a dźwięk napędu będzie wzmacniany przez specjalne przetworniki — podobnie jak w gitarach elektrycznych.
Premiera nadwozia już w maju
Ferrari zapowiada, że pełna prezentacja nadwozia Luce odbędzie się w maju. Już teraz jednak wnętrze pokazuje, że marka z Maranello nie zamierza traktować elektryfikacji jako prostego „podmiany silnika”, lecz jako szansę na redefinicję tego, czym może być nowoczesne Ferrari.
Foto: Ferrari.