Jeszcze niedawno start rakiety był wydarzeniem, które przyciągało uwagę milionów ludzi. Dziś w Stanach Zjednoczonych stał się niemal codziennością. Rakiety startują z Florydy, Kalifornii i Teksasu tak często, że wiele misji nie trafia już nawet na pierwsze strony gazet. Wszystko wskazuje jednak na to, że obecne tempo jest dopiero początkiem znacznie większego boomu.
Według prognoz amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) w latach 2026–2036 w Stanach Zjednoczonych może odbyć się niemal 4300 komercyjnych startów rakiet. Oznacza to, że roczna liczba startów może wzrosnąć z ponad 200 obecnie do ponad 500 pod koniec analizowanego okresu.
Rakieta startująca kilka razy w tygodniu przestała być sensacją
Najlepszym przykładem zmian jest SpaceX. Falcon 9 stał się jednym z najczęściej wykorzystywanych systemów nośnych na świecie. Rakieta regularnie wynosi na orbitę satelity Starlink, ale obsługuje również misje załogowe, komercyjne oraz wojskowe.
Co szczególnie istotne, Falcon 9 nie kończy swojej pracy wraz z wyniesieniem ładunku. Pierwszy stopień rakiety wraca na Ziemię i ląduje, często na specjalnej platformie znajdującej się na oceanie. Tak wysoka częstotliwość startów i możliwość wielokrotnego wykorzystania elementów rakiety całkowicie zmieniły ekonomię lotów kosmicznych.
Dzisiaj start rakiety Falcon 9 może być dla mieszkańców Florydy czy Kalifornii czymś równie zwyczajnym, jak przelatujący samolot. A liczba takich wydarzeń nadal rośnie.
Floryda i Kalifornia biją kolejne rekordy
Skala zmian jest szczególnie widoczna w dwóch najważniejszych amerykańskich regionach startowych.
W 2025 roku baza Vandenberg Space Force Base w Kalifornii zanotowała rekordowe 71 startów rakiet. W 2026 roku tempo jest jeszcze większe. Już 21 lipca baza zaliczyła 50. start, osiągając ten poziom około dwa miesiące wcześniej niż rok wcześniej.
Jeszcze większe liczby dotyczą Florydy. Z kompleksów Kennedy Space Center i Cape Canaveral Space Force Station w 2025 roku przeprowadzono rekordowe 109 orbitalnych startów. W sierpniu 2026 roku licznik przekroczył już 50 startów.
Tegoroczny wynik może być jednak niższy od ubiegłorocznego rekordu. Powodem nie jest spadek zapotrzebowania na loty kosmiczne, lecz przygotowania SpaceX do wykorzystania kompleksu Launch Complex 39A w Kennedy Space Center do przyszłych testów ogromnej rakiety Starship.
Starship może otworzyć zupełnie nowy rozdział
W centrum przyszłego wzrostu znajduje się Starship — największa rakieta świata, której wysokość po pełnym złożeniu przekracza 400 stóp, czyli ponad 120 metrów.
Do tej pory Starship wykonywał testy wyłącznie z należącego do SpaceX kompleksu Starbase w południowym Teksasie. Do lipca 2026 roku przeprowadzono już 13 lotów testowych tego systemu.
Znaczenie Starship wykracza jednak daleko poza ambicje Elona Muska związane z Marsem. NASA chce wykorzystać rozwój komercyjnego sektora kosmicznego do realizacji programu Artemis i powrotu ludzi na Księżyc.
To właśnie misje księżycowe są jednym z czynników, które mają napędzać przyszły wzrost liczby startów.
Nie tylko NASA i SpaceX zwiększają zapotrzebowanie
Rosnąca częstotliwość startów jest wynikiem kilku nakładających się trendów.
NASA coraz częściej korzysta z usług prywatnych przedsiębiorstw zamiast samodzielnie realizować wszystkie operacje związane z transportem w kosmos. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na wynoszenie satelitów na orbitę.
Ogromnym przedsięwzięciem pozostaje Starlink, czyli konstelacja satelitów rozwijana przez SpaceX. Jej rozbudowa wymaga kolejnych startów Falconów 9.
Na rynku pojawiają się też nowe firmy, które chcą konkurować o część rosnącego biznesu. Oznacza to, że przyszłość amerykańskiego rynku kosmicznego nie będzie zależała wyłącznie od SpaceX.
Blue Origin, Rocket Lab i Firefly chcą wykorzystać boom
Jednym z najważniejszych konkurentów pozostaje Blue Origin. Firma Jeffa Bezosa miała w 2026 roku poważny problem związany z rakietą New Glenn, ale pracuje nad odbudową infrastruktury startowej. W sierpniu firma poinformowała również o planach stworzenia drugiego, większego stanowiska startowego w kompleksie Launch Complex 36 na Florydzie.
Rocket Lab rozwija natomiast rakietę Neutron przeznaczoną do obsługi większych ładunków. Jej pierwszy lot może zostać przesunięty na 2027 rok, ale firma już zdobywa kontrakty związane z przyszłymi usługami startowymi.
Firefly Aerospace rozwija z kolei rakietę Alpha. Firma podpisała w sierpniu umowę z Lockheed Martin, która zakłada kontynuację startów do 2031 roku.
Ważnym graczem pozostaje także United Launch Alliance, wspólne przedsięwzięcie Boeinga i Lockheed Martina. Firma nadal wykorzystuje sprawdzoną rakietę Atlas V, między innymi przy misjach związanych z budową nowej konstelacji satelitów Amazona.
Problemem stają się już kosmodromy
Dynamiczny rozwój rynku ma jednak swoją cenę. Infrastruktura startowa w USA zaczyna być niewystarczająca dla rosnącej liczby misji.
Według przedstawionych informacji kolejki do wykorzystania istniejących kosmodromów już się wydłużają. Dlatego amerykański Departament Spraw Wewnętrznych rozważa nawet wykorzystanie lokalizacji znajdujących się na morzu.
Jednym z pomysłów jest przekształcenie nieczynnych platform wydobywczych ropy i gazu w miejsca, z których mogłyby startować rakiety. Takie rozwiązanie pozwoliłoby odciążyć zatłoczone kompleksy startowe znajdujące się na wybrzeżu i przenieść część operacji dalej od obszarów zamieszkanych.
To pokazuje, jak szybko zmienił się amerykański rynek kosmiczny. Problemem przestaje być już samo zbudowanie rakiety. Coraz większym wyzwaniem staje się znalezienie miejsca, z którego można ją bezpiecznie i regularnie wystrzeliwać.
USA chcą przyspieszyć komercyjny podbój kosmosu
Do zwiększenia liczby startów może przyczynić się również polityka amerykańskiej administracji. Władze USA proponują ograniczenie części regulacji dotyczących komercyjnych startów kosmicznych.
Pod koniec lipca Departament Transportu zaproponował zwolnienie komercyjnych licencji startowych z części wymogów środowiskowych. Zwolennicy zmian argumentują, że nadmierna biurokracja utrudnia rozwój sektora kosmicznego. Krytycy wskazują natomiast, że regulacje mają znaczenie nie tylko dla ochrony środowiska, ale również dla bezpieczeństwa mieszkańców.
Kosmos staje się kolejną infrastrukturą masową
Najważniejsza zmiana może być jednak bardziej fundamentalna. Loty kosmiczne stopniowo przestają być wyjątkowymi wydarzeniami organizowanymi kilka razy w roku przez państwowe agencje.
Coraz większa część rynku przechodzi w ręce prywatnych przedsiębiorstw. Rakiety są projektowane z myślą o wielokrotnym wykorzystaniu, satelity potrzebują kolejnych miejsc na orbitach, NASA zamawia usługi komercyjne, a nowe firmy chcą wejść na rynek.
Według FAA w ciągu najbliższej dekady liczba startów może sięgnąć ponad 500 rocznie. Jeśli prognozy się sprawdzą, start rakiety w USA rzeczywiście stanie się czymś niemal codziennym.
A wtedy największym wyzwaniem nie będzie już przekonanie ludzi, że warto lecieć w kosmos. Będzie nim stworzenie infrastruktury, która pozwoli robić to wystarczająco często.
Foto: SpaceX.