To nie była operacja czysto militarna. Amerykański wywiad zrobił tu nie mniej niż żołnierze. Zdrada po stronie Wenezueli była kluczem do sukcesu.
Schwytanie Nicolása Maduro w Wenezueli nie było efektem jednej, spektakularnej nocy ani wyłącznie demonstracją amerykańskiej przewagi militarnej. Choć w operacji „Absolute Resolve” kluczową rolę odegrały siły specjalne, myśliwce piątej generacji i tajne drony RQ-170 Sentinel, prawdziwe fundamenty sukcesu zbudowano znacznie wcześniej. W ciszy gabinetów wywiadu, poprzez wielomiesięczną obserwację, infiltrację oraz, jak wskazują źródła zbliżone do sprawy, rozbijanie lojalności wewnątrz samego otoczenia wenezuelskiego przywódcy.
Dron, który widział wszystko
Jednym z najważniejszych – choć niemal niewidocznych – uczestników operacji był RQ-170 Sentinel, jeden z najbardziej tajemniczych dronów amerykańskich sił powietrznych. Maszyna ta została zaprojektowana przez Lockheed Martin Skunk Works dokładnie do takich zadań: długotrwałego, dyskretnego śledzenia „celów wysokiej wartości” głęboko na terytorium przeciwnika.
Według dostępnych informacji co najmniej jeden, a być może dwa RQ-170 przez długi czas monitorowały codzienne nawyki Maduro, jego trasy przejazdów, zmiany miejsc pobytu oraz rytm pracy ochrony. Tego typu analiza, określana w żargonie wywiadowczym jako pattern of life, jest niezbędna, by uderzenie w kluczowym momencie nie było dziełem przypadku.
To właśnie dzięki takiej obserwacji Amerykanie wiedzieli kiedy i gdzie uderzyć – i że w danym momencie opór będzie ograniczony.
Operacja wojskowa to tylko finał
W noc operacji amerykańskie lotnictwo przeprowadziło skoordynowane działania mające na celu oślepienie i sparaliżowanie wenezuelskiej obrony powietrznej. W akcji brały udział m.in. F-22 Raptor, F-35, samoloty walki elektronicznej EA-18G Growler oraz bombowce B-1. Ich zadaniem było zapewnienie bezpiecznego korytarza dla śmigłowców z siłami specjalnymi.
Jednak – jak podkreślają wojskowi analitycy – nawet najlepiej przygotowany nalot nie wystarczyłby, gdyby Maduro mógł liczyć na pełną lojalność ludzi wokół siebie.
Kluczowy element: rozpracowane otoczenie Maduro
Coraz więcej wskazuje na to, że operacja zakończyła się sukcesem nie tylko dzięki sile, ale i zdradzie. Amerykański wywiad od miesięcy miał prowadzić intensywne działania zmierzające do rozbijania wewnętrznego kręgu władzy w Caracas – poprzez presję, zastraszanie, a w niektórych przypadkach także przekupstwo.
W kuluarach pojawiają się nawet spekulacje, że osoba bardzo wysoko postawiona w strukturach państwa – potencjalnie sama wiceprezydent – mogła odegrać rolę w neutralizacji systemu ochrony Maduro. Brakuje na to oficjalnych potwierdzeń, ale sposób, w jaki siły USA dotarły do celu przy minimalnym oporze, sugeruje, że ktoś otworzył drzwi od środka – dosłownie lub w przenośni.
Podobny schemat Amerykanie zastosowali wcześniej m.in. podczas operacji przeciwko Osamie bin Ladenowi: połączenie precyzyjnego wywiadu, lokalnych informatorów i militarnego uderzenia w ostatniej fazie.
CIA, replika kryjówki i miesiące przygotowań
Jak ujawniono, jeszcze przed operacją w USA zbudowano pełnowymiarową replikę jednej z kryjówek Maduro, a na miejscu działał zespół CIA zbierający informacje o jego rutynie. To klasyczny, ale niezwykle skuteczny model działania: wojsko wykonuje zadanie, ale wywiad wygrywa wojnę jeszcze zanim padnie pierwszy strzał.
RQ-170 Sentinel zapewniał w czasie rzeczywistym obraz sytuacji na ziemi, umożliwiając dowództwu – w tym prezydentowi USA – śledzenie przebiegu akcji minuta po minucie.
Siła połączona z manipulacją
Schwytanie Maduro pokazuje, jak bardzo zmienił się charakter nowoczesnych operacji specjalnych. Nie są to już tylko rajdy komandosów, ale złożone kampanie łączące:
- wielomiesięczną inwigilację,
- cyber- i walkę elektroniczną,
- presję psychologiczną,
- oraz rozbijanie struktur władzy przeciwnika od środka.
W tym sensie operacja w Wenezueli była nie tylko demonstracją siły militarnej USA, ale także pokazem mistrzostwa w nowoczesnym wywiadzie i wojnie informacyjnej.
Foto: USAF.