Fałszywy wpis International Burke Institute

Rosyjska propaganda z wykorzystaniem AI zbudowała fikcyjny think tank

OpenAI ujawniło kolejną rosyjską operację wpływu w internecie. Jej twórcy wykorzystali ChatGPT do przygotowywania treści w mediach społecznościowych, ale AI było tylko częścią znacznie większej konstrukcji. Powstał think tank z fikcyjnymi ekspertami, kopiowanymi publikacjami i własnym „indeksem suwerenności” wychwalającym Rosję.

Rosja po raz kolejny sięga po internetowe operacje wpływu, ale tym razem wykorzystano w nich również narzędzia sztucznej inteligencji. OpenAI ujawniło kampanię, w której osoby działające najprawdopodobniej z Rosji używały ChatGPT do tworzenia treści publikowanych w mediach społecznościowych. Ich celem było promowanie International Burke Institute – organizacji przedstawiającej się jako międzynarodowa społeczność ekspertów.

Problem w tym, że znaczna część jej zaplecza wyglądała na sztucznie stworzoną. Na stronie internetowej publikowano materiały skopiowane z prawdziwych źródeł, czasami przypisując je niewłaściwym autorom. Jednocześnie organizacja stworzyła własny „indeks suwerenności”, który przedstawiał Rosję w korzystnym świetle, a państwa zachodnie oceniał znacznie bardziej krytycznie.

To właśnie połączenie AI, fałszywego autorytetu i klasycznych technik dezinformacyjnych jest najciekawszym elementem całej operacji.

AI jako narzędzie rosyjskiej operacji wpływu

OpenAI poinformowało 25 sierpnia 2026 roku o zablokowaniu grupy kont ChatGPT, które z dużym prawdopodobieństwem były obsługiwane z Rosji. Operatorzy korzystali z VPN-ów, ponieważ dostęp do modeli OpenAI z Rosji nie jest dostępny w normalny sposób.

Użytkownicy pisali do ChatGPT po rosyjsku, ale generowane treści były zazwyczaj przeznaczone do publikacji po angielsku. Co więcej, operatorzy prosili model o usuwanie językowych śladów wskazujących na rosyjskie pochodzenie autorów.

Wygenerowane komentarze i wpisy trafiały następnie m.in. na X, LinkedIn, Facebooka, Telegram i Substack.

Nie chodziło jednak o masowe zalewanie internetu treściami generowanymi przez AI. ChatGPT pełnił w tej operacji raczej funkcję pomocniczą.

I właśnie to może być najważniejszą lekcją z całej sprawy.

Nie chodziło o stworzenie propagandy. Chodziło o stworzenie wiarygodności

Operatorzy wykorzystywali ChatGPT przede wszystkim do przygotowywania wpisów promujących materiały International Burke Institute. Część kont posługiwała się nazwą i logotypem organizacji, inne wyglądały jak profile zwykłych użytkowników.

Na Substacku generowano również odpowiedzi pod wpisami prawdziwych użytkowników. Zawierały one często zachętę do obserwowania kanału IBI.

W przypadku jednego z operatorów ChatGPT służył również do przygotowywania niemieckojęzycznych wpisów publikowanych na kanale Telegram „Lahme Ente”, czyli „Kulawej kaczki”. Materiały krytykowały Ukrainę, Unię Europejską oraz niemiecki rząd, jednocześnie promując poprawę relacji z Rosją.

Inny operator wykorzystywał AI do tworzenia logotypów dla kilkunastu kanałów na Telegramie poświęconych m.in. Niemcom, Stanom Zjednoczonym, Francji, Polsce i Turcji.

To pokazuje, że AI zostało włączone w znacznie większą konstrukcję. Model nie musiał samodzielnie prowadzić operacji. Wystarczyło, że przyspieszał produkcję treści, tłumaczenia, przygotowywanie komentarzy czy elementów identyfikacji wizualnej.

„Think tank” zbudowany z cudzych publikacji

Centralnym elementem operacji był International Burke Institute. Organizacja przedstawiała się jako „społeczność ekspertów” mająca siedzibę w Izraelu. Jej strona internetowa została zarejestrowana w lutym 2025 roku.

Na pierwszy rzut oka miała wyglądać jak profesjonalny ośrodek analityczny.

Problem pojawił się po sprawdzeniu publikowanych materiałów.

OpenAI przeanalizowało próbkę 36 artykułów przypisanych ekspertom IBI. Aż 34 z nich miały zostać skopiowane z innych miejsc w internecie.

Niektóre teksty były publikowane wcześniej przez rzeczywiste instytucje akademickie. W innych przypadkach zmieniano autorów.

Jeden z materiałów dotyczących korytarza gospodarczego Chiny–Pakistan wyglądał na skopiowany z publikacji Cambridge University Press. Tekst przypisano jednak profesor Katharine Adeney z University of Nottingham, mimo że jego rzeczywistym autorem był profesor emeritus Yunas Samad z University of Bradford.

Podobny przypadek dotyczył materiału na temat zarządzania migracją. Tekst miał pochodzić z Migration Policy Institute, ale przypisano go australijskiej profesor zajmującej się naukami o żywności.

To nie wygląda więc na przypadkowe błędy redakcyjne. Taki sposób działania pozwalał zapełnić stronę wiarygodnie wyglądającymi materiałami, jednocześnie utrudniając odbiorcy sprawdzenie ich prawdziwego pochodzenia.

„Indeks suwerenności” miał budować narrację korzystną dla Rosji

Jeszcze ważniejszym elementem całej konstrukcji był stworzony przez IBI „indeks suwerenności”.

Organizacja wykorzystywała go do porównywania państw i oceniania ich poziomu niezależności. Problem polegał na tym, że prezentowane analizy były często mocno polemiczne i konsekwentnie uderzały w państwa oraz instytucje krytykujące rosyjską politykę.

Szczególnie krytycznie przedstawiano Francję, Niemcy, Unię Europejską i Ukrainę. Pojawiały się również materiały dotyczące Stanów Zjednoczonych.

Tego rodzaju ranking może być szczególnie skutecznym narzędziem wpływu.

Zamiast publikować prosty komunikat w rodzaju „Rosja jest lepsza od Zachodu”, można stworzyć pozornie niezależny wskaźnik, a następnie wykorzystać go do uzasadniania konkretnych tez. Odbiorca nie musi nawet wiedzieć, kto stworzył metodologię, jakie przyjęto kryteria i dlaczego poszczególne państwa otrzymały określone oceny.

Sam fakt istnienia „indeksu” nadaje narracji pozór analitycznego autorytetu.

AI pomogło również ukrywać rosyjskie pochodzenie

Ciekawym szczegółem operacji było wykorzystanie sztucznej inteligencji do maskowania językowego pochodzenia operatorów.

Osoby korzystające z ChatGPT pisały po rosyjsku, a następnie generowały anglojęzyczne komentarze. Instrukcje miały również nakazywać modelowi eliminowanie elementów językowych, które mogłyby sugerować rosyjskie pochodzenie.

Nie zawsze jednak się to udawało.

Na jednym z kanałów Telegrama występującym jako amerykańskie medium „American Observer” znalazł się opis zawierający nienaturalne sformułowania w języku angielskim. W jednym przypadku pojawiło się określenie „a totally unhackneyed perspective on hazzy”, które według OpenAI wskazywało na problemy typowe dla tekstu tworzonego przez osobę niebędącą rodzimym użytkownikiem języka.

Podobny ślad znaleziono na stronie IBI.

W jednym z anglojęzycznych artykułów użyto określenia „Svetofor coalition” w odniesieniu do niemieckiej koalicji SPD, FDP i Zielonych. W Niemczech określa się ją jako „Ampelkoalition”, czyli „koalicję sygnalizacji świetlnej”. Słowo „svetofor” oznacza „sygnalizator świetlny” w kilku językach słowiańskich, w tym po rosyjsku.

To drobny szczegół, ale właśnie takie językowe ślady mogą pomóc w wykrywaniu operacji, których autorzy próbują ukryć swoją prawdziwą tożsamość.

Polska również pojawiła się na celowniku

Wśród kanałów tworzonych w ramach operacji znalazły się również te koncentrujące się na Polsce.

To istotny element z punktu widzenia bezpieczeństwa informacyjnego naszego regionu. Rosyjskie operacje wpływu nie muszą bowiem być skierowane wyłącznie przeciwko największym państwom Zachodu.

Polska, jako państwo graniczne NATO i jeden z najważniejszych politycznych oraz wojskowych przeciwników rosyjskiej narracji dotyczącej wojny w Ukrainie, może być atrakcyjnym celem dla tego typu działań.

W tym przypadku nie ma podstaw, aby twierdzić, że operacja osiągnęła w Polsce znaczący zasięg. Warto jednak zwrócić uwagę na sam fakt, że Polska znalazła się wśród państw, dla których tworzono osobne kanały i materiały.

Skala była niewielka, ale infrastruktura była znacznie bardziej niebezpieczna

Według OpenAI bezpośredni wpływ kampanii był stosunkowo ograniczony.

Typowe wpisy osiągały niewielkie zasięgi, a oficjalne konta IBI miały mało obserwujących. Większą popularność zdobyły niektóre kanały na Telegramie, które miały od około 10 do 20 tys. obserwujących.

OpenAI oceniło operację jako znajdującą się na dolnym poziomie trzeciej kategorii według skali Brookings Breakout Scale. Oznacza to operację działającą na wielu platformach, z pewnymi oznakami dotarcia do autentycznych odbiorców.

Liczba odbiorców nie jest jednak tutaj najważniejsza.

Znacznie bardziej interesująca jest infrastruktura, którą zbudowano.

Powstała strona wyglądająca jak think tank, pojawiły się profile ekspertów, publikacje naukowe, raporty dotyczące poszczególnych państw oraz własny indeks mający nadawać całej konstrukcji pozory niezależnej analizy.

AI było tylko jednym z elementów tego systemu.

To może być kierunek rozwoju operacji wpływu

Ta sprawa pokazuje zmianę, która może mieć duże znaczenie w kolejnych latach.

Dotychczas o wykorzystaniu AI w dezinformacji często mówiło się w kontekście masowego generowania fałszywych artykułów, komentarzy, zdjęć czy nagrań. Tymczasem znacznie bardziej wyrafinowany scenariusz polega na wykorzystaniu AI do budowania całego ekosystemu informacyjnego.

Model językowy może przygotować setki wersji komentarzy i tłumaczyć treści na kolejne języki. W kolejnym kroku dostosowywać styl wypowiedzi do konkretnej grupy odbiorców. I w końcu pomóc w tworzeniu nazw, opisów czy materiałów promocyjnych.

Nie musi jednak być widocznym źródłem informacji.

Wystarczy, że stanie się niewidocznym narzędziem stojącym za stroną internetową, kanałami społecznościowymi i siecią kont.

To właśnie dlatego wykrywanie takich operacji będzie coraz trudniejsze. Problemem nie będzie już tylko rozpoznanie, czy konkretny tekst napisała sztuczna inteligencja. Znacznie ważniejsze stanie się ustalenie, kto zbudował cały system, kto go finansuje, jakie źródła wykorzystuje i jaki cel polityczny realizuje.

OpenAI zablokowało konta i ujawniło mechanizm operacji

OpenAI poinformowało o zablokowaniu powiązanych kont oraz przeanalizowaniu ich aktywności. Firma podkreśliła, że kampania była prawdopodobnie prowadzona z Rosji, choć nie rozstrzygała wszystkich relacji pomiędzy operatorami, International Burke Institute a osobami działającymi fizycznie w Izraelu.

To ważne zastrzeżenie. Sama obecność rosyjskich operatorów promujących IBI nie oznacza automatycznie, że każda osoba powiązana z organizacją w Izraelu była częścią rosyjskiej operacji.

Najważniejszy wniosek jest jednak szerszy.

Sztuczna inteligencja zaczyna być wykorzystywana nie tylko do tworzenia fałszywych treści, ale również do skalowania infrastruktury, która ma sprawiać wrażenie autentycznego źródła informacji.

A kiedy propaganda otrzymuje opakowanie think tanku, ekspertów, raportów i „indeksów”, jej wykrycie przez przeciętnego użytkownika staje się znacznie trudniejsze.

Dlatego w walce z dezinformacją coraz mniej wystarczy pytanie: „Czy ten tekst został wygenerowany przez AI?”.

Znacznie ważniejsze będzie pytanie: „Kto chce, żebym w niego uwierzył?”

Foto: OpenAI.

Podziel się artykułem

PortalTechnologiczny.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.