„Wystarczy, że jeden pan profesor wyjdzie i powie, wiatraki produkują energię w cenie powyżej 1000 zł za megawattogodzinę i się zaczyna wokół tego burza…”
Interesujący wywiad z Maciejem Stryjeckim, ekspertem Bałtyckiego Instytutu Transformacji Energetycznej ds. morskiej energetyki wiatrowej, przeprowadził Artur Kiełbasiński dla portalu ZielonaGospodarka.pl. Rozmowa w dużej mierze dotyczyła przyszłości polskiego offshore, ale też coraz częściej powracającego tematu rzekomo wysokich kosztów produkcji energii z wiatraków na morzu.
Mity o cenie 1000 zł za MWh
Stryjecki zwrócił uwagę, że w debacie publicznej pojawiają się uproszczenia i przekłamania, które wpływają na opinię o inwestycjach w energetykę wiatrową.
– Wystarczy, że jeden pan profesor wyjdzie i powie, wiatraki produkują energię w cenie powyżej 1000 zł za megawattogodzinę i się zaczyna wokół tego burza. Ale jak się zapytamy, a skąd te 1000 zł? Przecież ceny w Polsce reguluje państwo. Cena dla pierwszej fazy inwestycji offshore jest na poziomie 319 plus inflacja, a drugiej fazy na poziomie około 500 złotych, którą ustali aukcja której zbyt drogie projekty nie wygrają. O jakim tysiącu my mówimy? – pyta ekspert.
Węgiel „tańszy”, ale tylko na papierze
Maciej Stryjecki wskazał, że porównania cenowe między węglem a offshore często są prowadzone w sposób, który nie odzwierciedla pełnych kosztów energetyki konwencjonalnej.
– Energia z węgla jest tańsza, jeżeli będziemy mierzyć cenę energii z węgla przy założeniu, że elektrownie już stoją od lat 40, więc one nie kosztują. Samo wytworzenie kosztuje ok. 350 zł i to jest tańsze od wiatraków na morzu. (…) No ale przepraszam bardzo, tak nie można liczyć. (…) Policzmy koszty budowy nowych elektrowni, dodajmy koszty CO2, dodajmy koszty górnictwa, umów społecznych i się nagle robi nie 360 zł, tylko ok. 800 zł – wylicza.
To zestawienie pokazuje, że gdy spojrzymy na pełny rachunek, energia z wiatru wcale nie jest droższa, a w perspektywie kilkunastu lat może być kluczowa dla stabilności systemu energetycznego.
Najdroższa energia to ta, której brakuje
Stryjecki podkreślił, że w debacie o kosztach nie wolno zapominać o rosnącej luce w polskim systemie elektroenergetycznym. – Jedno natomiast jest pewne – najdroższa jest ta energia, której brakuje i to tak naprawdę jest dla Polski największe wyzwanie – zauważył.
Według prognoz PSE już od 2028 roku w Polsce zacznie narastać luka mocowa, której nie wypełnią ani nowe bloki węglowe, ani gazowe, ani nawet elektrownia jądrowa (ta ostatnia pojawi się w systemie najwcześniej za dekadę). Offshore pozostaje więc jedyną realną alternatywą w perspektywie najbliższych lat.
Offshore jako szansa, nie konieczność
Choć czasem mówi się, że Polska jest „skazana na offshore”, Stryjecki nie zgadza się z takim ujęciem. – Offshore jest ogromną szansą gospodarczą i cywilizacyjną, z której nie możemy nie skorzystać – podkreślił.
Ekspert przypomniał, że Polska jest już na etapie realizacji inwestycji, a nie tylko ich planowania. W grę wchodzą nie tylko farmy wiatrowe, ale też rozwój portów instalacyjnych i serwisowych oraz przemysłu stoczniowego.
Wnioski z wywiadu są jednoznaczne: cena energii z wiatru nie powinna być rozpatrywana w oderwaniu od pełnych kosztów systemowych i gospodarczych. Jak zauważył Maciej Stryjecki, najdroższa energia to nie ta z wiatraka czy z węgla – ale ta, której w Polsce zacznie brakować już za kilka lat.
Foto: Gemini/AI.