W Kolumbii handlarze narkotyków zestrzelili policyjnego Black Hawka… przy pomocy taniego drona FPV przerobionego na broń. To kolejny dowód na to, że śmigłowce to dzisiaj ryzykowny, bezużyteczny i drogi latający złom.
W połowie czerwca Wojsko Polskie odebrało pierwsze śmigłowce Apache. Był to symboliczny początek gigantycznego kontraktu. Wartego około 10 mld dolarów na zakup aż 96 maszyn AH-64E wraz z pakietem uzbrojenia i wsparcia. Wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz mówił o przełomie w modernizacji armii. Jednak to, co wydarzyło się kilka dni temu w Kolumbii, pokazuje, że zamiast przełomu możemy mówić o marnotrawstwie. I to w spektakularnej skali.
Black Hawk strącony przez drona
W Kolumbii handlarze narkotyków zestrzelili policyjnego Black Hawka… przy pomocy taniego drona FPV przerobionego na broń. W katastrofie zginęło 13 osób. To pierwszy taki przypadek w Ameryce Południowej, ale nie pierwszy na świecie. Identyczne taktyki były wcześniej stosowane na Ukrainie i w Birmie.
Eksperci od lat ostrzegają, że drony zmieniają oblicze wojny. Jeszcze niedawno, by strącić helikopter, potrzebny był drogi pocisk rakietowy MANPADS lub system przeciwlotniczy. Dziś wystarczy quadrocopter za kilka tysięcy złotych z ładunkiem wybuchowym, obsługiwany przez dwóch najemników ukrytych w dżungli.
Efekt? Śmigłowce – nawet te najbardziej zaawansowane – stają się coraz łatwiejszym celem. Przekonała się o tym Kolumbia. Zrozumiała to też Korea Południowa, która właśnie zrezygnowała z zakupu amerykańskich Apache’ów, tłumacząc, że inwestowanie w podatne na drony helikoptery nie ma sensu.
Polska idzie w przeciwną stronę
W tym samym czasie Polska świętuje „historyczny zakup” właśnie tych maszyn. Zgodnie z kontraktem podpisanym w 2024 r., za 96 Apache’y w wersji AH-64E zapłacimy 10 mld dolarów. Bez kosztów eksploatacji, modernizacji i utrzymania. Pierwsze dostawy rozpoczną się w 2028 r. A na razie uroczyście świętowaliśmy wyleasingowanie kilku tych maszyn, które pozwolą prowadzić szkolenia i które zresztą symbolicznie pojawiły się w połowie sierpnia w trakcie defilady Wojska Polskiego nad głowami zachwyconych widzów.
Owszem, Apache to potężne śmigłowce szturmowe. Od lat 80. niszczyły czołgi, konwoje i umocnienia przeciwnika. Jednak ich koncepcja powstała w epoce, w której zagrożeniem były radzieckie dywizje pancerne. A nie roje tanich dronów sterowanych przez aplikację na smartfonie.
Tymczasem doświadczenia z Ukrainy, Bliskiego Wschodu i teraz Ameryki Południowej pokazują jednoznacznie: helikoptery wojskowe bez zaawansowanych systemów obrony przed dronami są praktycznie bezbronne. A takich systemów Polska w kontrakcie na Apache nie zamówiła.
Dowód spadł z nieba
Obraz płonącego Black Hawka w kolumbijskiej dżungli to nie tylko tragedia lokalna. To kolejne ostrzeżenie dla wszystkich armii świata – śmigłowiec wart dziesiątki milionów dolarów można dziś zniszczyć dronem za kilka tysięcy.
Polska właśnie pakuje się w podobny scenariusz. Gdy w 2030 r. nasze Apache będą gotowe do służby, Rosjanie wyposażeni w roje FPV mogli bez trudu powtórzyć kolumbijski schemat.
Zakup 96 śmigłowców Apache – nieco żartując – można na razie wytłumaczyć tylko jednym. Naprawdę świetnie wyglądają na zdjęciach i defiladach. No i może jeszcze w filmach…
Foto: Boeing.