Polska rozpoczyna prace nad własnym wojskowym systemem łączności satelitarnej. ICEYE i Polska Grupa Zbrojeniowa podpisały podczas MSPO w Kielcach list intencyjny w sprawie budowy systemu MILSATCOM. Premier Donald Tusk mówi wprost o „polskim Starlinku” i przekonuje, że bezpieczeństwo Polski nie może zależeć od decyzji jednego człowieka. Chodzi o Elona Muska i należącą do SpaceX sieć Starlink.
Wojna w Ukrainie pokazała, że nowoczesne działania wojskowe bez niezawodnej łączności satelitarnej są praktycznie niemożliwe. Starlink stał się jednym z najbardziej widocznych przykładów znaczenia tego typu infrastruktury. Jednocześnie pokazał również jej słabość: jeśli państwo korzysta z systemu należącego do prywatnej firmy znajdującej się poza jego kontrolą, w krytycznej sytuacji pozostaje zależne od decyzji jej właściciela.
Polska chce uniknąć takiego uzależnienia. Podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach ICEYE oraz Polska Grupa Zbrojeniowa podpisały list intencyjny rozpoczynający prace nad koncepcją wojskowego systemu łączności satelitarnej MILSATCOM dla Sił Zbrojnych RP.
Donald Tusk: „Polski Starlink”
Premier Donald Tusk podczas MSPO nie pozostawił wątpliwości, jak ambitny jest cel tego przedsięwzięcia. Zapowiedział, że jego finałem może być powstanie polskiego odpowiednika Starlinka.
– Finałem tego procesu (…) może być i będzie polski Starlink – powiedział premier.
Tusk podkreślił, że nie chodzi wyłącznie o prestiż czy narodową ambicję. Jego zdaniem wojna rosyjsko-ukraińska dobitnie pokazała, jak ważna jest niezależna łączność.
Jeszcze mocniej zabrzmiały jego kolejne słowa:
– Polskie i europejskie bezpieczeństwo nie może zależeć od kaprysu jednego człowieka.
W tym przypadku „jeden człowiek” to Elon Musk, którego firma SpaceX jest właścicielem i operatorem sieci Starlink. Wypowiedź premiera jest więc bezpośrednim odniesieniem do sytuacji, w której państwa i ich siły zbrojne korzystają z infrastruktury kontrolowanej przez prywatnego przedsiębiorcę.
Nie oznacza to oczywiście, że Polska zamierza po prostu zbudować kopię Starlinka. Planowany system ma być przede wszystkim wojskową, suwerenną i kontrolowaną przez Polskę infrastrukturą łączności satelitarnej.
Rozproszona konstelacja zamiast jednego systemu
Wstępne założenia projektu zakładają stworzenie rozproszonego segmentu kosmicznego, infrastruktury naziemnej oraz krajowych zdolności produkcyjnych.
ICEYE ma pełnić rolę partnera technologicznego. Firma będzie odpowiadać za architekturę systemu, projektowanie i produkcję satelitów oraz operacje satelitarne.
PGZ ma natomiast zapewnić przemysłowe i organizacyjne zaplecze programu. Oznacza to między innymi zaangażowanie spółek Grupy, rozwój infrastruktury oraz budowanie w Polsce kompetencji potrzebnych do produkcji i obsługi systemu.
Jak podkreśla Rafał Modrzewski, CEO i współzałożyciel ICEYE, projekt ma być od początku projektowany z myślą o odporności.
– Wojskowy system łączności satelitarnej projektujemy jako rozproszony, w pełni szyfrowany i pod polską kontrolą – powiedział Modrzewski.
To właśnie rozproszenie ma być jednym z kluczowych elementów systemu. Zamiast polegać na pojedynczym satelicie czy ograniczonej liczbie urządzeń, Polska chce stworzyć sieć wielu współpracujących ze sobą węzłów. Utrata części infrastruktury nie powinna więc oznaczać utraty całej zdolności komunikacyjnej.
Polska nie chce być tylko klientem technologii
Istotny jest również przemysłowy wymiar przedsięwzięcia. Polska nie chce ograniczyć się do kupienia gotowej usługi od zagranicznego operatora. Celem jest zbudowanie kompetencji pozwalających w przyszłości samodzielnie rozwijać, produkować i obsługiwać elementy systemu.
Adam Leszkiewicz, prezes PGZ, określa projekt jako inwestycję w długoterminową suwerenność państwa.
– Budowa narodowych zdolności w obszarze komunikacji satelitarnej jest inwestycją w suwerenność państwa na dekady – powiedział.
To ważna deklaracja, ponieważ program ma wykraczać poza samą budowę konstelacji. W Polsce ma powstać również infrastruktura naziemna i zaplecze produkcyjne.
W przyszłości do projektu mogą zostać zaproszone także inne polskie firmy sektora kosmicznego i obronnego.
ICEYE ma już doświadczenie z polskim wojskiem
Nie jest to pierwszy duży projekt kosmiczny realizowany przez ICEYE wspólnie z polskim przemysłem obronnym.
Współpraca obu stron jest związana między innymi z programem MikroSAR. ICEYE oraz Wojskowe Zakłady Łączności Nr 1, należące do PGZ, uczestniczyły w budowie satelitarnego systemu rozpoznania radarowego dla polskiej armii.
To właśnie doświadczenia z tego programu mają być jednym z fundamentów nowego przedsięwzięcia. Modrzewski przypomina, że MikroSAR również rozpoczynał się od porozumienia, a następnie został przekształcony w działający system wykorzystywany przez polskie wojsko.
Pełna zdolność do 2030 roku
Na razie nie jest to jeszcze kontrakt na budowę całej konstelacji. Podpisany w Kielcach list intencyjny rozpoczyna proces przygotowania koncepcji technicznej i finansowej.
W pierwszym etapie ICEYE i PGZ mają stworzyć wspólny zespół roboczy, który przygotuje szczegółowe założenia i rozpocznie rozmowy z Ministerstwem Obrony Narodowej.
Jeśli projekt będzie kontynuowany zgodnie z obecnym harmonogramem, jego realizacja przypadnie na lata 2026–2030, a pełna zdolność operacyjna ma zostać osiągnięta pod koniec dekady.
To oznacza, że określenie „polski Starlink” trzeba na razie traktować jako cel strategiczny, a nie gotowy produkt. Droga od listu intencyjnego do działającej wojskowej konstelacji będzie długa i zapewne kosztowna.
Polska chce mieć własną alternatywę
Najważniejszy jest jednak kierunek, który wyznaczono w Kielcach. Polska chce posiadać własną infrastrukturę satelitarną, której działanie nie będzie zależne od decyzji zagranicznego operatora.
Starlink pozostaje jednym z najważniejszych systemów łączności satelitarnej na świecie i trudno dziś wyobrazić sobie szybkie stworzenie jego pełnowymiarowego odpowiednika przez pojedyncze europejskie państwo. Polska nie musi jednak od razu konkurować ze SpaceX pod względem liczby satelitów czy globalnego zasięgu.
Dla Sił Zbrojnych RP znacznie ważniejsze może być coś innego: gwarancja dostępu do własnej, szyfrowanej i odpornej łączności w sytuacji kryzysowej lub wojennej.
Jeżeli projekt ICEYE i PGZ rzeczywiście zostanie zrealizowany do 2030 roku, Polska może więc uzyskać nie tyle „drugiego Starlinka”, ile coś z punktu widzenia bezpieczeństwa jeszcze ważniejszego – własny wojskowy system satelitarny, nad którym decyzje będą zapadały w Warszawie, a nie w siedzibie zagranicznej firmy.
Foto: ICEYE.