Jared Isaacman – miliarder, przedsiębiorca i były komercyjny astronauta – podczas przesłuchania przed Senacką Komisją ds. Handlu, Nauki i Transportu ogłosił, że Stany Zjednoczone muszą wrócić na Księżyc przed Chinami, które przygotowują się do swojej pierwszej załogowej misji na Srebrny Glob.
Jeśli nominacja zostanie zatwierdzona w przyszłym tygodniu, Isaacman zastąpi obecne kierownictwo NASA i przejmie agencję w jednym z najtrudniejszych momentów jej historii.
Według Isaacmana powrót astronautów na Księżyc ma być absolutnym priorytetem. Oznacza to przyspieszenie programu Artemis oraz większe oparcie działań NASA na sektorze prywatnym. Zwłaszcza w zakresie ciężkich, wielokrotnie używanych rakiet nośnych i tankowania paliwa na orbicie.
Kandydat na administratora podkreślił również, że Stany Zjednoczone nie mogą powtórzyć błędów z przeszłości, kiedy wieloletnie przerwy w realizacji programów załogowych doprowadzały do kosztownych opóźnień i utraty przewagi technologicznej.
Przypomniał, że:
- po programie Apollo minęło prawie sześć lat do pierwszego lotu wahadłowca,
- po zakończeniu misji wahadłowców przerwa trwała niemal dziewięć lat,
- od ostatniego lądowania na Księżycu minęło ponad 50 lat – i wciąż nie wiadomo, czy kolejna misja nastąpi przed upływem sześciu dekad.
– Nie możemy zaakceptować kolejnego takiego okresu – ani w niskiej orbicie okołoziemskiej, ani w drodze na Księżyc – powiedział.
Koniec ISS, początek prywatnych stacji kosmicznych
Isaacman zobowiązał się do tego, aby między planowanym wycofaniem Międzynarodowej Stacji Kosmicznej a startem komercyjnych stacji LEO nie powstała żadna luka operacyjna. To kluczowe, ponieważ prywatne firmy – w tym Axiom Space czy Voyager Space – walczą o kontrakty na budowę nowych, modułowych habitatów orbitalnych.
USA chcą, by to one przejęły rolę ISS, a NASA stała się przede wszystkim operatorem misji i klientem usług kosmicznych, a nie wyłącznym budowniczym infrastruktury.
Wielkie obietnice, mały budżet?
Choć Isaacman deklaruje pełne poparcie dla tzw. „One Big Beautiful Bill” – kluczowego aktu prezydenta Donalda Trumpa – to równocześnie administracja zaproponowała jedne z największych cięć w budżecie NASA od dekad. Plan zakłada m.in. redukcję o połowę wydatków na naukę.
Kandydat na administratora był ostrożny w komentarzach, podkreślając jedynie, że popiera ogólny cel zmniejszenia długu narodowego. Nie odpowiedział natomiast wprost na pytania senatorów o to, jak NASA ma realizować ambitne cele przy tak drastycznych oszczędnościach.
Dodatkowo wcześniej w tym tygodniu Isaacman zadeklarował, że chce przenieść jeden z wycofanych wahadłowców do muzeum w Houston – mimo że przeznaczone na to 85 milionów dolarów może nie wystarczyć.
Nowa era komercyjnego kosmosu?
Ewentualne zatwierdzenie Isaacmana będzie oznaczać wyraźną zmianę w filozofii NASA: więcej rynku, mniej państwowej infrastruktury, szybsze tempo innowacji i bliższą współpracę ze SpaceX, Blue Origin i mniejszymi firmami.
Ale jedno pozostaje pewne – jeśli USA chcą wrócić na Księżyc przed Chinami, potrzebują stabilnego finansowania, odważnych decyzji i braku kolejnych wieloletnich „dziur” w programach. A to będzie ogromne wyzwanie dla każdego szefa NASA.
Foto: Gemini/AI.