Polski system elektroenergetyczny ustanowił kolejny ważny rekord. W sobotę 5 września odnawialne źródła energii odpowiadały w szczytowym okresie za około 70 proc. krajowej generacji energii elektrycznej. Fotowoltaika dostarczała w tym momencie niemal połowę całej produkcji, a wiatr dokładał kolejne 23 proc. To pokazuje, jak szybko zmienia się polski miks energetyczny, ale jednocześnie ujawnia rosnący problem: co zrobić z energią z OZE, gdy produkujemy jej więcej, niż w danym momencie potrzebuje system?
Rekordowy dzień dla fotowoltaiki i energetyki wiatrowej
Polskie Sieci Elektroenergetyczne poinformowały, że 5 września odnawialne źródła energii odpowiadały za 70 proc. krajowej generacji energii elektrycznej. Rekord przypadł na sobotę, kiedy zapotrzebowanie na energię jest zazwyczaj niższe niż w dni robocze, szczególnie ze strony przemysłu.
Największą rolę odegrała fotowoltaika. W szczycie jej udział w krajowej generacji sięgnął 47,3 proc. Wiatr odpowiadał w tym samym momencie za kolejne 23,2 proc.
Łącznie oznacza to, że źródła wykorzystujące słońce i wiatr dostarczyły zdecydowaną większość energii produkowanej w polskim systemie.
Co ważne, nie był to tylko krótki moment. PSE podały, że między 10:15 a 15:00 OZE odpowiadały za ponad dwie trzecie krajowej generacji. W przypadku fotowoltaiki udział wahał się w ciągu dnia od 35 do 47,3 proc., natomiast energetyka wiatrowa utrzymywała się w przedziale od 22,7 do 31,7 proc.
To kolejny sygnał, że odnawialne źródła przestały być w Polsce dodatkiem do tradycyjnej energetyki. W określonych warunkach potrafią już dominować w krajowej produkcji prądu.
Fotowoltaika ma już największą moc w polskim systemie
Rekord z września nie jest przypadkiem. Polska od kilku lat bardzo szybko zwiększa moc zainstalowaną w źródłach odnawialnych, a szczególnie dynamicznie rozwija się fotowoltaika.
W lipcu 2026 r. moc zainstalowana elektrowni słonecznych sięgnęła około 26,8 GW. Oznacza to, że fotowoltaika stała się największym pojedynczym źródłem mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym.
Dla porównania moc zainstalowana elektrowni na węgiel kamienny wynosiła około 22,9 GW. Energetyka wiatrowa dysponowała natomiast mocą przekraczającą 11,3 GW.
Struktura mocy nie oznacza jednak, że OZE już teraz odpowiadają za większość całorocznej produkcji energii. I właśnie tutaj pojawia się jedna z najważniejszych kwestii dotyczących transformacji polskiej energetyki.
Moc OZE rośnie szybciej niż ich udział w całkowitej produkcji
Słońce i wiatr są źródłami zależnymi od warunków atmosferycznych. Fotowoltaika produkuje najwięcej energii w środku dnia, a jej generacja gwałtownie spada po zachodzie słońca. Produkcja z turbin wiatrowych również może zmieniać się z godziny na godzinę.
Dlatego rekordowe 70 proc. z 5 września nie oznacza, że Polska jest już systemem energetycznym opartym przede wszystkim na OZE.
Dane z lipca pokazują tę różnicę bardzo wyraźnie. Elektrownie na węgiel kamienny odpowiadały wówczas za około 35 proc. produkcji energii, a węgiel brunatny za kolejne 18 proc. Łącznie źródła węglowe dostarczyły więc około 53 proc. energii elektrycznej.
Fotowoltaika, mimo największej mocy zainstalowanej, odpowiadała za około 21 proc. produkcji, a wiatr za 15 proc.
To pozornie paradoksalna sytuacja: Polska może mieć więcej mocy fotowoltaicznych niż elektrowni na węgiel kamienny, a jednocześnie węgiel nadal produkuje znacznie więcej energii.
Powód jest prosty. Elektrownia może pracować przez wiele godzin niezależnie od pogody, natomiast panel fotowoltaiczny produkuje energię tylko wtedy, gdy dostępne jest odpowiednie promieniowanie słoneczne.
Największym wyzwaniem stają się nadwyżki energii
Rosnąca produkcja z OZE przynosi jednak nowy problem, którego jeszcze kilka lat temu polska energetyka praktycznie nie musiała rozwiązywać na taką skalę.
W słoneczne i wietrzne dni źródeł odnawialnych może być po prostu za dużo w stosunku do bieżącego zapotrzebowania oraz możliwości przesyłowych systemu.
W takich sytuacjach operator musi ograniczać produkcję części instalacji. To oznacza, że energia, która mogłaby zostać wyprodukowana przez farmy fotowoltaiczne czy turbiny wiatrowe, nie trafia do sieci.
Skala tego zjawiska zaczyna być coraz bardziej zauważalna. W czerwcu 2026 r. PSE ograniczyły w ramach nierynkowego redysponowania około 286,6 GWh energii odnawialnej, z czego 246,9 GWh przypadało na wielkoskalową fotowoltaikę.
Był to rekordowy poziom ograniczeń produkcji energii słonecznej w jednym miesiącu.
W pierwszej połowie 2026 r. ograniczenia generacji z wiatru i fotowoltaiki wyniosły łącznie około 1,17 TWh, czyli o 44,7 proc. więcej niż rok wcześniej.
Bez magazynów energii rekordów będzie coraz więcej, ale część energii może być tracona
Wrześniowy rekord pokazuje więc dwie strony transformacji energetycznej.
Z jednej strony Polska coraz szybciej zwiększa produkcję czystej energii. W odpowiednich warunkach fotowoltaika i wiatr mogą już pokrywać zdecydowaną większość bieżącej produkcji energii elektrycznej. Jeszcze kilka lat temu osiągnięcie 70-procentowego udziału OZE w krajowej generacji byłoby trudne do wyobrażenia.
Z drugiej strony rozwój samych elektrowni nie wystarczy.
Potrzebne są magazyny energii, elastyczne odbiorniki oraz modernizacja i rozbudowa sieci elektroenergetycznych. Nadwyżki produkowane w słoneczne południe można byłoby magazynować i wykorzystywać wieczorem, kiedy fotowoltaika przestaje pracować. Jeszcze większą elastyczność zapewniłoby zwiększenie zużycia energii w godzinach jej wysokiej produkcji, między innymi poprzez elektryfikację transportu, ogrzewania i przemysłu.
To właśnie dlatego rekordowe dni OZE są jednocześnie dobrym i trudnym sygnałem dla polskiej energetyki.
Polska energetyka wchodzi w nową fazę transformacji
Rekord z 5 września jest czymś więcej niż pojedynczą ciekawostką z danych PSE. Pokazuje, że struktura polskiego systemu elektroenergetycznego zmienia się szybciej, niż może sugerować udział węgla w całorocznej produkcji.
Fotowoltaika jest już największym pojedynczym źródłem mocy zainstalowanej, a energetyka wiatrowa systematycznie zwiększa swój udział. W odpowiednich godzinach oba źródła potrafią wspólnie dostarczyć zdecydowaną większość energii produkowanej w kraju.
Kolejnym etapem transformacji nie będzie więc wyłącznie budowanie kolejnych farm słonecznych i wiatrowych. Równie ważne stanie się zbudowanie infrastruktury pozwalającej wykorzystać energię wtedy, gdy jest produkowana.
Jeżeli Polska poradzi sobie z tym wyzwaniem, rekordowe 70 proc. OZE przestanie być wyjątkowym wydarzeniem. Może stać się zapowiedzią systemu, w którym okresy bardzo wysokiej produkcji energii ze słońca i wiatru będą czymś zupełnie normalnym.
Foto: DepositPhotos.