Administracja Donalda Trumpa po raz kolejny ingeruje w proces odchodzenia Stanów Zjednoczonych od węgla. Tym razem na celowniku znalazła się ostatnia elektrownia węglowa w stanie Waszyngton.
Ta – zgodnie z obowiązującym prawem stanowym – miała zakończyć spalanie węgla jeszcze przed końcem 2025 roku i przejść na gaz ziemny, ograniczając emisję CO₂ o połowę.
Decyzją federalnego Departamentu Energii ten plan został jednak zablokowany. Sekretarz energii Chris Wright ogłosił w regionie Północno-Zachodniego Pacyfiku „stan nadzwyczajny”, nakazując dalszą pracę elektrowni Centralia przez co najmniej 90 dni.
Oficjalny powód: rzekome zagrożenie niedoborem energii elektrycznej.
Elektrownia, która miała już wygasnąć
Wyłączenie zakładu było przygotowywane od 15 lat i zapisane w prawie stanu Waszyngton. Właściciel elektrowni – kanadyjska spółka TransAlta – zobowiązał się nie tylko do konwersji technologicznej, lecz także do przekwalifikowania pracowników i złagodzenia skutków gospodarczych dla lokalnej społeczności.
Według władz stanowych wszystko było już gotowe. Pracownicy znaleźli nowe zatrudnienie, zapasy węgla zostały wyczerpane, a sama elektrownia była dni od zakończenia działalności w dotychczasowej formie.
– Nie ma tu żadnego kryzysu energetycznego – podkreślili we wspólnym oświadczeniu gubernator stanu Waszyngton Bob Ferguson, prokurator generalny oraz dyrektor stanowego departamentu ekologii. – Administracja Trumpa ignoruje fakty i obowiązujące prawo.
„Wymyślony” kryzys energetyczny
Stanowe władze i eksperci energetyczni zgodnie twierdzą, że w regionie nie występuje obecnie zagrożenie blackoutami. Paradoksalnie prawdziwy stan nadzwyczajny w Waszyngtonie dotyczy zupełnie innego problemu – rekordowych opadów deszczu i powodzi, które zniszczyły infrastrukturę drogową i zmusiły tysiące ludzi do opuszczenia domów. To właśnie w związku z tym żywiołem prezydent Trump ogłosił federalny stan klęski żywiołowej.
– Kiedy mamy realny kryzys, administracja postanowiła sfabrykować kryzys energetyczny – komentuje KC Golden z Northwest Power and Conservation Council, międzyrządowej instytucji powołanej przez Kongres USA.
Długoterminowy problem, krótkowzroczna decyzja
Eksperci przyznają jednak, że Północno-Zachodni Pacyfik rzeczywiście stoi przed poważnym wyzwaniem energetycznym w perspektywie dekady. Region doświadcza gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na energię – głównie za sprawą centrów danych, elektromobilności oraz coraz powszechniejszej klimatyzacji w domach.
Waszyngton i Oregon goszczą już około 100 data center, a sam Oregon ustępuje pod tym względem jedynie Wirginii. Centra danych zużywają tam aż 11 proc. całej energii elektrycznej – niemal trzykrotnie więcej niż średnia krajowa. Według analiz firma konsultingowa E3 prognozuje, że do 2030 roku region może stanąć przed deficytem mocy rzędu 9 GW, czyli równowartości całkowitego zapotrzebowania energetycznego stanu Oregon.
Problem w tym, że utrzymywanie wyeksploatowanych elektrowni węglowych nie jest rozwiązaniem.
Hydroenergetyka pod presją klimatu
Północno-Zachodni Pacyfik w ogromnym stopniu opiera się na energetyce wodnej – w stanie Waszyngton odpowiada ona za około 60 proc. produkcji energii. Zmiany klimatyczne znacząco obniżają jednak niezawodność tego systemu. Coraz mniej śniegu i coraz więcej deszczu oznacza mniejsze rezerwy wody w kluczowych momentach roku.
Największa elektrownia wodna w USA – Grand Coulee Dam – wytworzyła w 2024 roku o połowę mniej energii niż w 2012 roku, a produkcja energii w całym regionie Zachodu spadła do najniższego poziomu od 22 lat.
Zablokowana zielona transformacja
Sytuację dodatkowo pogarszają opóźnienia w przyłączaniu nowych źródeł energii odnawialnej do sieci. Federalna Bonneville Power Administration, zarządzająca przesyłem energii z tamtejszych zapór, przez lata była krytykowana za skrajną opieszałość. Spośród niemal 470 dużych projektów wiatrowych i solarnych zgłoszonych od 2015 roku, zaakceptowano tylko jeden.
– Budowa nowych linii przesyłowych trwa zbyt długo, ale nikt w regionie nie uważa elektrowni węglowej Centralia za rozwiązanie problemu – podkreśla Lauren McCloy z NW Energy Coalition.
Prawo kontra polityka
Stan Waszyngton już w 2019 roku zapisał w prawie odejście od paliw kopalnych: zamknięcie elektrowni węglowych do 2025 roku, neutralność węglową do 2030 i całkowicie bezemisyjną energetykę do 2045. Decyzja administracji Trumpa stawia te cele pod znakiem zapytania i niemal na pewno zakończy się sporem sądowym.
Dla krytyków to kolejny dowód, że pod hasłem „bezpieczeństwa energetycznego” Waszyngton próbuje sztucznie podtrzymywać schyłkowy sektor węglowy, kosztem prawa, klimatu i długofalowej stabilności systemu energetycznego.
Foto: Steven Baltakatei Sandoval/CC BY-SA 4.0.