13 października z bazy Starbase w Teksasie wystartowała rakieta Starship, największy i najpotężniejszy pojazd kosmiczny w historii.
Był to już jedenasty lot testowy programu i jednocześnie ostatnia misja obecnej wersji pojazdu – Starship V2. Kolejna generacja, jeszcze większa i potężniejsza, ma zadebiutować już wkrótce.
– Co za dzień! – powiedział podczas transmisji rzecznik SpaceX, Dan Huot, gdy pracownicy Starbase świętowali kolejne udane lądowanie.
Nowe manewry, nowe dane i pożegnanie wersji V2
Testowy lot 11 miał za zadanie nie tylko potwierdzić skuteczność wcześniejszych rozwiązań, ale też wprowadzić kilka nowości. Super Heavy zastosował nową strategię lądowania, wykorzystując 13 silników w początkowej fazie manewru hamowania, a następnie pięć – dla precyzyjnego naprowadzania.
Z kolei górny stopień został celowo pozbawiony części osłon termicznych. Dzięki temu inżynierowie przetestowali zachowanie kadłuba we „wrażliwych miejscach” podczas wejścia w atmosferę.
Start nastąpił o godzinie 19:23 czasu wschodniego (1:23 w Polsce). Cały lot trwał nieco ponad godzinę – zakończył się precyzyjnym wodowaniem w Oceanie Indyjskim w zasięgu kamery umieszczonej na specjalnej boi.
Rakieta zaprojektowana dla Księżyca i Marsa
Starship jest kluczowym elementem planu Elona Muska, by umożliwić ludziom stałą obecność poza Ziemią. Rakieta ma być podstawą przyszłych misji na Marsa, a jednocześnie odegra kluczową rolę w programie Artemis. To właśnie Starship NASA wybrała jako pierwszy załogowy lądownik księżycowy od czasów misji Apollo.
Jeśli harmonogram się utrzyma, w 2027 roku misja Artemis 3 posadzi amerykańskich astronautów w pobliżu południowego bieguna Księżyca właśnie dzięki technologii SpaceX.
Rakieta Starship to dwustopniowy system o wysokości 123 metrów (w wersji V2) i sile ciągu generowanej przez 33 silniki Raptor w pierwszym stopniu. Całość wynosi do 150 ton ładunku na orbitę. Oba człony – Super Heavy(booster) i Ship (górny stopień) – to elementy wielokrotnego użytku.
Celem SpaceX jest, by po każdym locie rakieta wracała bezpiecznie na stanowisko startowe, łapana przez ramiona wieży startowej zwanej „chopsticks”. Taki system, według Muska, ma w przyszłości umożliwić nawet kilka startów dziennie z jednej platformy.
Od serii niepowodzeń do dwóch kolejnych sukcesów
W pierwszej połowie 2025 roku SpaceX przeżyło trudny okres – trzy kolejne loty (Flight 7, 8 i 9) zakończyły się eksplozjami lub utratą pojazdu. W czerwcu dodatkowo doszło do wybuchu rakiety podczas testów na stanowisku w Starbase.
Jednak lot Flight 10 w sierpniu całkowicie odmienił sytuację. Obie części rakiety wróciły na Ziemię zgodnie z planem, a górny stopień z powodzeniem ponownie uruchomił silnik Raptor w przestrzeni kosmicznej, co jest kluczowym elementem przyszłych misji międzyplanetarnych.
Podczas Flight 11 SpaceX powtórzyło ten sukces – zarówno booster, jak i statek górny udanie wodowały w Zatoce Meksykańskiej i Oceanie Indyjskim.
Następny krok: Starship V3 i V4 – jeszcze większe i potężniejsze
SpaceX już przygotowuje się do wdrożenia kolejnej wersji. Starship V3 będzie nieco wyższy (124,4 m) i wyposażony w ulepszone silniki Raptor. W 2027 roku ma zadebiutować wersja V4, mierząca aż 142 metry wysokości i wyposażona w 42 silniki.
Równocześnie SpaceX modernizuje infrastrukturę w Starbase. Powstaje nowy system odprowadzania płomieni, mocniejsze ramię „chopsticks” i druga platforma startowa.
Starship coraz bliżej kosmicznej rutyny
Udany Flight 11 potwierdza, że SpaceX wchodzi w nową fazę rozwoju – z etapu eksperymentalnych testów w kierunku regularnych lotów orbitalnych. Jeżeli kolejne wersje rakiety utrzymają tempo postępów, pierwsze załogowe misje Starshipa mogą wystartować w drugiej połowie tej dekady.
Foto: SpaceX.