Od lat w sieci krąży teoria spiskowa, że Facebook, Instagram i inne aplikacje podsłuchują rozmowy użytkowników przez mikrofon smartfona, aby następnie wyświetlać im reklamy dopasowane do tego, o czym mówili. Adam Mosseri, szef Instagrama, po raz kolejny stanowczo zdementował te plotki – i podał kilka powodów, dlaczego mimo to wielu z nas jest przekonanych, że coś jest na rzeczy.
W opublikowanym na Instagramie nagraniu Mosseri podkreślił, że podsłuchiwanie użytkowników byłoby rażącym naruszeniem prywatności, a dodatkowo natychmiast zauważalnym – aplikacje drenowałyby baterię i włączały kontrolną diodę mikrofonu.
Mimo to teorie spiskowe nie słabną. Dlaczego więc reklamy tak często wydają się idealnie dopasowane do tego, o czym niedawno rozmawialiśmy? Szef Instagrama wskazuje na kilka przyczyn:
- Własne działania użytkowników – zanim padła rozmowa, mogliśmy już wcześniej szukać produktu w sieci lub odwiedzić stronę sklepu, o czym po prostu zapomnieliśmy.
- Udostępnianie danych reklamodawców – firmy przekazują platformom społecznościowym informacje o odwiedzinach w ich serwisach, a te dane są wykorzystywane w kampaniach reklamowych.
- Reklamy znajomych i „podobnych” użytkowników – Meta dobiera treści nie tylko na podstawie naszych zainteresowań, ale też osób z naszej sieci społecznej.
- Niewidoczne bodźce – mogliśmy już wcześniej zobaczyć reklamę, ale podświadomie ją zignorowaliśmy, a potem temat wrócił w rozmowie.
- Przypadek – czasami zbieżność jest po prostu losowa.
Teorie spiskowe kontra praktyka biznesowa
Mosseri zaznacza, że zawsze znajdą się osoby, które będą wierzyć w podsłuchy. Tymczasem Meta nie musi sięgać po tak kontrowersyjne praktyki. Wystarczy, że wykorzystuje dane z naszych rozmów z asystentem AI, co sama firma ogłosiła w tym tygodniu.
To nie pierwszy raz, gdy Meta musi prostować pogłoski. Już w 2017 r. Rob Goldman, ówczesny szef działu reklam, zapewniał, że Facebook nigdy nie korzystał z mikrofonów użytkowników. Rok później Mark Zuckerberg powtarzał to samo przed amerykańskim Kongresem, odpowiadając na pytania związane ze skandalem Cambridge Analytica.
Cień podejrzeń padł na branżę w 2023 r., kiedy dokumenty Cox Media Group sugerowały, że firma potrafi targetować reklamy na podstawie treści prywatnych rozmów zarejestrowanych przez mikrofony w smartfonach i inteligentnych urządzeniach. W materiałach pojawiły się nazwy Google i Meta, ale obie spółki zaprzeczyły korzystaniu z takiego rozwiązania. Google posunął się nawet do zakończenia współpracy z Cox.
Podsłuchy niepotrzebne, dane i tak wystarczą
Prawda jest taka, że internetowi giganci nie potrzebują podsłuchiwać użytkowników. Ilość informacji, jakie sami im dobrowolnie przekazujemy – poprzez wyszukiwarki, strony internetowe, aplikacje czy rozmowy z chatbotami AI – wystarcza, by algorytmy tworzyły niezwykle dokładne profile reklamowe.
Dlatego choć teoria o „mikrofonach Metaverse” brzmi sensacyjnie, dowodów na nią wciąż brak. A reklamy, które dziwnie przypominają nasze ostatnie rozmowy, mają często bardziej przyziemne wytłumaczenie.
Foto: Gemini/AI.