Meta ma nowego gracza w wyścigu o przyszłość sztucznej inteligencji. Muse — osobisty agent AI, który ma nie tylko odpowiadać na pytania, ale przede wszystkim wykonywać zadania za użytkownika — szybko wspina się na szczyty amerykańskiego App Store. Problem w tym, że na razie z nowej technologii Marka Zuckerberga mogą korzystać wyłącznie użytkownicy w USA.
I choć pierwsze wyniki Muse wyglądają obiecująco, aplikacja ma przed sobą znacznie trudniejsze zadanie niż zdobycie wysokiego miejsca w sklepie z aplikacjami. Meta musi przekonać użytkowników, że można jej zaufać z dostępem do poczty, kalendarza, zakupów, płatności, podróży czy innych elementów codziennego życia.
Muse szybko wskakuje na drugie miejsce w USA
Według danych firmy analitycznej Sensor Tower Muse zostało pobrane na iPhone’ach w USA już ponad 83 tys. razy. To wystarczyło, aby aplikacja znalazła się na 2. miejscu amerykańskiego App Store w rankingu najpopularniejszych aplikacji.
To niezły wynik, ale jednocześnie pokazuje, że start Muse nie jest spektakularny na tle wcześniejszych debiutów Meta.
Dla porównania Threads w dniu premiery przekroczył w USA 4,3 mln pobrań. Z kolei aplikacja Meta AI osiągnęła około 108 tys. pobrań w pierwszym dniu. Jeszcze większe zainteresowanie towarzyszyło debiutowi mobilnego ChatGPT — w pierwszych sześciu dniach aplikacja przekroczyła pół miliona instalacji w USA.
Muse potrzebowało więc kilku dni, aby dojść do poziomu około 83 tys. pobrań. Nie oznacza to jednak, że Meta ma powody do paniki. Aplikacja systematycznie awansuje w rankingu App Store — z czwartego miejsca w środę na drugie obecnie.
Znacznie słabiej wygląda sytuacja na Androidzie. Tam Muse zajmuje na razie dopiero 338. miejsce w kategorii produktywności. Meta nie udostępniła jeszcze danych dotyczących liczby pobrań wersji na Androida.
Trzeba też pamiętać, że statystyki nie obejmują użytkowników korzystających z Muse przez internet oraz WhatsAppa.
To nie ma być kolejny chatbot
Najciekawsze w Muse nie jest jednak to, ile osób już ją pobrało.
Meta próbuje bowiem przestawić konsumencką AI na kolejny etap. Po epoce chatbotów, które odpowiadają na pytania, piszą teksty i pomagają w pracy, ma nadejść czas agentów AI wykonujących rzeczywiste zadania w imieniu użytkownika.
Muse może między innymi wysyłać e-maile, rezerwować podróże, pomagać obniżać rachunki, wypełniać formularze, przygotowywać plany, zamieniać przepisy kulinarne na listy zakupów czy wysyłać zaproszenia na imprezy.
Może również dokonywać zakupów. Meta wykorzystuje w tym celu rozwiązanie Link firmy Stripe, a w przyszłości planuje kolejne integracje, między innymi z Shopify i 1Password.
To zasadnicza różnica.
ChatGPT może powiedzieć nam, gdzie warto pojechać na weekend. Agent AI ma natomiast sam zorganizować podróż.
I właśnie w tym kierunku zmierza obecnie cała branża.
Muse chce mieć dostęp do naszego cyfrowego życia
Żeby taki model działania miał sens, AI musi jednak wiedzieć znacznie więcej o użytkowniku niż tradycyjny chatbot.
Muse można połączyć z pocztą elektroniczną, kalendarzem, płatnościami, aplikacjami związanymi ze zdrowiem i aktywnością, inteligentnym domem, restauracjami, zakupami, muzyką czy wydarzeniami.
Użytkownik może wybierać poszczególne usługi i podłączać je pojedynczo. Jeżeli konkretnej aplikacji nie ma jeszcze na liście oficjalnych integracji, Muse może — jeśli dostępne jest publiczne API — skonfigurować połączenie przy użyciu danych dostarczonych przez użytkownika. Gdy API nie istnieje, agent może korzystać z serwisu za pośrednictwem przeglądarki.
To daje Muse ogromne możliwości.
Ale jednocześnie pojawia się pytanie, które w przypadku Meta jest szczególnie niewygodne: czy naprawdę chcemy, aby właśnie ta firma miała dostęp do takiej części naszego życia?
Meta mówi: nasze dane są bezpieczne
Meta zdaje sobie sprawę z problemu i dlatego mocno akcentuje kwestie bezpieczeństwa.
Muse działa w specjalnie przygotowanym środowisku określanym jako Muse Secure VM. To osobny, zabezpieczony komputer wirtualny z własną przeglądarką. Według Meta agent ma dzięki temu otrzymywać dostęp do potrzebnych danych w kontrolowanym środowisku.
Na tej samej maszynie działa również oddzielny agent Sentinel, który ma odpowiadać za dodatkową warstwę bezpieczeństwa.
Meta podkreśla przy tym, że Muse nie powinno mieć dostępu do haseł ani metod płatności użytkownika. Firma deklaruje również, że rozmowy i dane użytkowników nie są przekazywane do systemów reklamowych Meta.
Brzmi dobrze. Tyle że w przypadku agenta AI same deklaracje producenta to trochę za mało.
Technologia jest nowa, a sposób działania takich systemów będzie wymagał dokładnych testów przeprowadzanych również przez niezależnych ekspertów od bezpieczeństwa.
Problemem jest historia Facebooka
I tutaj Meta ma wyjątkowo trudną sytuację.
Firma próbuje przekonać użytkowników, że mogą powierzyć jej jeszcze więcej informacji niż kiedykolwiek wcześniej, jednocześnie mając za sobą długą historię problemów z prywatnością.
W 2011 roku Facebook zawarł ugodę z amerykańską Federalną Komisją Handlu (FTC). Stało się to po zarzutach dotyczących wprowadzania użytkowników w błąd w kwestii ochrony ich prywatnych informacji. W 2019 roku Facebook został objęty rekordową wówczas karą 5 mld dolarów w związku z naruszeniami dotyczącymi prywatności. A w 2023 roku FTC ponownie zarzuciła Mecie naruszenie wcześniejszego porozumienia dotyczącego ochrony danych.
Do tego dochodzi afera Cambridge Analytica, która na lata stała się symbolem problemów Facebooka z wykorzystywaniem danych użytkowników.
A Muse przychodzi w wyjątkowo niefortunnym momencie. Zaledwie kilka tygodni wcześniej Meta zgodziła się na ogromną, wartą 18 mld dolarów ugodę obejmującą 29 amerykańskich stanów w sprawie szkód związanych z korzystaniem przez dzieci i młodzież z mediów społecznościowych.
Trudno więc o bardziej wymagający moment na powiedzenie użytkownikom: „dajcie nam dostęp do swojego cyfrowego życia, a my zajmiemy się resztą”.
Meta chce, żebyśmy się z Muse zaprzyjaźnili
Firma próbuje rozwiązać ten problem również w dość nietypowy sposób.
Użytkownik może nadać Muse własne imię, wybrać awatar, wygląd oraz sposób komunikowania się agenta. Meta najwyraźniej liczy na to, że osobista relacja z AI zwiększy zaufanie do systemu.
To ciekawy kierunek, bo właśnie personalizacja może być jednym z najważniejszych elementów przyszłych agentów.
Jeżeli AI ma pamiętać nasze preferencje, wiedzieć, co lubimy, znać nasz kalendarz, pomagać w zakupach i organizować podróże, przestaje być po prostu aplikacją. Zaczyna przypominać cyfrowego asystenta, który stale funkcjonuje w tle.
Muse może zresztą kontynuować wykonywanie zadań nawet wtedy, gdy użytkownik opuści aplikację. System ma również uczyć się na podstawie rozmów tego, co jest dla danej osoby ważne, i samodzielnie proponować pewne działania.
To właśnie może być największa zmiana, jaką przyniesie era agentów AI.
Za Muse trzeba będzie zapłacić
Podstawowa wersja Muse ma być bezpłatna, ale Meta przygotowała również dwa płatne poziomy.
Plan Power kosztuje 20 dolarów miesięcznie, a Maximum aż 100 dolarów miesięcznie. Płatne warianty mają przede wszystkim zapewniać większy limit wykorzystania agenta.
Meta zakłada, że większość użytkowników pozostanie na darmowym poziomie. W aplikacji znajduje się licznik pokazujący wykorzystanie dostępnego limitu, a po jego wyczerpaniu użytkownik otrzyma możliwość przejścia na płatną subskrypcję.
Co ciekawe, karta płatnicza jest wymagana już przy rozpoczęciu korzystania z Muse, mimo że podstawowy dostęp pozostaje bezpłatny.
Meta nie jest sama. Wyścig o AI agentów właśnie się zaczyna
Muse jest tylko jednym z elementów znacznie większego wyścigu.
Google rozwija Gemini Spark, Anthropic ma Claude Cowork, a kolejne startupy próbują stworzyć agentów działających przez komunikatory, przeglądarki czy bezpośrednio w aplikacjach, z których korzystamy każdego dnia.
To może być jeden z najważniejszych kierunków rozwoju AI w najbliższych latach.
Dotychczas pytaliśmy sztuczną inteligencję: „Jak mam to zrobić?”
W świecie agentów coraz częściej będziemy mogli powiedzieć: „Zrób to za mnie”.
I właśnie dlatego Muse jest dla Meta znacznie ważniejszym projektem niż kolejna aplikacja AI.
Na razie Polacy mogą tylko patrzeć
Jest jednak jeden zasadniczy problem z punktu widzenia polskiego użytkownika.
Muse jest obecnie dostępne wyłącznie w USA.
Nie wiadomo jeszcze, kiedy Meta rozszerzy dostępność usługi na kolejne rynki. Oznacza to, że polscy użytkownicy na razie mogą obserwować rozwój projektu z boku.
I być może nie jest to nawet najgorsza wiadomość.
Jeśli Muse rzeczywiście ma stać się cyfrowym agentem, któremu powierzymy pocztę, kalendarz, zakupy, płatności i organizację codziennego życia, pierwsze miesiące działania usługi będą bardzo ciekawym testem.
Nie tylko technologii.
Przede wszystkim zaufania do Meta.
Bo stworzenie AI, która potrafi coś zrobić za nas, jest dziś coraz łatwiejsze. Znacznie trudniej przekonać ludzi, że mogą pozwolić jej działać w swoim imieniu.
Foto: Meta.