Czy prawo jazdy może w przyszłości stać się równie niepotrzebne jak wiele innych umiejętności, które przejęły za nas technologie? Jeden z szefów Ubera uważa, że jest to całkiem realny scenariusz. Andrew Macdonald przewiduje, że za 15–20 lat większość ludzi może przestać posiadać własne samochody, a przemieszczanie się będzie opierać przede wszystkim na transporcie autonomicznym, komunikacji publicznej, rowerach i hulajnogach.
To bardzo odważna wizja, ale warto zwrócić uwagę na to, kto ją przedstawia. Macdonald jest prezesem operacyjnym i dyrektorem operacyjnym Ubera oraz jednym z najdłużej pracujących aktywnych pracowników firmy. Jego przewidywania dobrze pokazują kierunek, w którym chce rozwijać się największa platforma przewozowa.
Samochód prywatny może przestać mieć ekonomiczny sens
Zdaniem Macdonalda jednym z głównych argumentów przemawiających za odejściem od własnego samochodu jest jego wykorzystanie. Prywatny samochód przez zdecydowaną większość czasu po prostu stoi.
„Indywidualnie posiadany samochód jest najbardziej nieefektywnym aktywem, jakie ktokolwiek posiada” – przekonuje menedżer Ubera. Jak zauważa, samochód może pozostawać bezczynny przez około 98 proc. doby, a mimo to właściciel cały czas ponosi koszty ubezpieczenia, eksploatacji i utraty wartości pojazdu.
Problem staje się jeszcze bardziej widoczny wraz ze wzrostem cen nowych samochodów. W takim modelu konsument wydaje dużą kwotę na urządzenie, które przez większość czasu nie jest wykorzystywane.
Alternatywą może być model, w którym użytkownik nie kupuje samochodu, lecz zamawia przejazd dokładnie wtedy, kiedy go potrzebuje.
I właśnie tutaj pojawia się kluczowa rola autonomicznych pojazdów.
Autonomiczne samochody mogą zmienić zasady gry
Uber nie zamierza samodzielnie produkować floty autonomicznych samochodów. Firma porzuciła wcześniejsze plany stworzenia własnych pojazdów autonomicznych, ale zamiast tego chce być platformą, która połączy użytkowników z operatorami takich pojazdów.
Uber współpracuje już m.in. z firmami Waymo i Waabi, aby autonomiczne samochody mogły trafiać do jego sieci.
To istotna zmiana strategii. Jeżeli samochód nie potrzebuje kierowcy, platforma przewozowa może funkcjonować w zupełnie inny sposób. Pojazd może wykonywać kolejne kursy przez znacznie większą część doby, zamiast przez większość czasu pozostawać zaparkowany.
W efekcie jeden autonomiczny samochód może być wykorzystywany przez wielu pasażerów. Z punktu widzenia użytkownika oznacza to możliwość korzystania z samochodu bez konieczności jego kupowania, finansowania, ubezpieczania i serwisowania.
Czy za 20 lat naprawdę nie będziemy potrzebować prawa jazdy?
To właśnie najbardziej radykalna część prognozy Macdonalda.
Menedżer Ubera uważa, że w perspektywie 15–20 lat może nadejść świat, w którym własny samochód przestanie być standardem, a prawo jazdy straci swoje obecne znaczenie. Ludzie będą mogli przemieszczać się za pomocą autonomicznych samochodów, transportu publicznego, rowerów i hulajnóg.
Nie oznacza to oczywiście, że za dwie dekady samochody znikną z ulic. Wręcz przeciwnie. Samochodów może być nadal bardzo dużo, ale zmienić może się sposób, w jaki z nich korzystamy.
Zamiast samochodu stojącego pod domem możemy mieć dostęp do samochodu na żądanie.
To oznaczałoby przejście od posiadania samochodu do korzystania z mobilności jako usługi.
Uber widzi przyszłość, w której większość przejazdów wykonają roboty
Podobną perspektywę przedstawiał już wcześniej CEO Ubera Dara Khosrowshahi. Jego zdaniem za 15–20 lat większość przejazdów realizowanych przez Ubera może być wykonywana przez różnego rodzaju roboty, czyli przede wszystkim autonomiczne pojazdy.
To pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o osobistą opinię jednego z menedżerów firmy. Autonomia jest jednym z ważnych elementów długoterminowej wizji Ubera.
Co ważne, ta przyszłość zaczyna być widoczna już dziś. Autonomiczne taksówki pojawiają się w kolejnych miastach, a firmy rozwijające tę technologię stopniowo zwiększają skalę działalności. Uber z kolei wykorzystuje swoją platformę, aby współpracować z producentami i operatorami autonomicznych pojazdów.
Samochód nadal będzie potrzebny, ale niekoniecznie własny
Największą zmianą nie musi więc być wcale koniec samochodów. Znacznie bardziej prawdopodobna jest zmiana ich statusu.
Dzisiaj samochód jest dla większości kierowców prywatnym majątkiem. W przyszłości może stać się przede wszystkim usługą.
W dużych miastach taki model może być szczególnie atrakcyjny. Jeżeli autonomiczny samochód można zamówić w kilka minut, trudno uzasadnić ekonomicznie utrzymywanie własnego pojazdu, który przez większość doby stoi na parkingu.
Nie wszędzie będzie jednak tak samo. Mieszkańcy terenów wiejskich, osoby pokonujące duże odległości czy użytkownicy potrzebujący samochodu przez cały dzień mogą znacznie dłużej pozostać przy własnych pojazdach.
Dlatego prognozę Ubera warto traktować przede wszystkim jako wizję kierunku zmian, a nie pewną datę końca prywatnej motoryzacji.
Prawdziwą rewolucją może być zmiana myślenia o samochodzie
Jeżeli autonomiczne pojazdy rzeczywiście osiągną odpowiedni poziom bezpieczeństwa i dostępności, konsekwencje mogą wykraczać daleko poza samą branżę przewozową.
Mniej osób posiadających samochody oznaczałoby potencjalnie mniejsze zapotrzebowanie na parkingi, inne projektowanie przestrzeni miejskiej i zmianę funkcjonowania transportu publicznego. Z drugiej strony większa liczba przejazdów realizowanych przez autonomiczne pojazdy mogłaby zwiększyć ruch, jeśli przejazdy byłyby bardzo tanie i wygodne.
Dlatego przyszłość bez prywatnego samochodu nie musi automatycznie oznaczać miast bez korków.
Jedno wydaje się jednak coraz bardziej prawdopodobne: samochód autonomiczny może zmienić nie tylko sposób prowadzenia auta, ale przede wszystkim odpowiedź na pytanie, po co w ogóle samochód posiadać.
Jeśli wizja Ubera się sprawdzi, dla części młodych ludzi zdobycie prawa jazdy rzeczywiście może przestać być symbolem dorosłości i niezależności. Zamiast kluczyków wystarczy aplikacja.
Foto: DepositPhotos.