Gigantyczna eksplozja rakiety New Glenn firmy Blue Origin podczas testu statycznego w czwartek na Florydzie może okazać się jednym z najpoważniejszych kryzysów w historii prywatnego sektora kosmicznego w USA.
Skutki awarii wykraczają daleko poza samą firmę Jeffa Bezosa. Mogą wpłynąć zarówno na program księżycowy NASA, jak i całą amerykańską branżę wynoszenia ładunków na orbitę.
Według doniesień eksplozja była tak potężna, że szczątki rakiety zostały rozrzucone po okolicznych terenach przybrzeżnych oraz wodach Atlantyku. W piątek rano zespoły Blue Origin, amerykańskich Sił Kosmicznych oraz NASA rozpoczęły ocenę zniszczeń infrastruktury na stanowisku startowym LC-36A na Florydzie.
Eksplozja New Glenn zniszczyła kluczową infrastrukturę
Największym problemem dla Blue Origin może być nie sama utrata rakiety, lecz uszkodzenie infrastruktury startowej. W przypadku nowoczesnych rakiet ciężkich platforma startowa jest jednym z najdroższych i najbardziej czasochłonnych elementów całego programu.
New Glenn korzystała wyłącznie z kompleksu LC-36A na Cape Canaveral. Według źródeł związanych z branżą kosmiczną uszkodzenia obiektu są poważne. Blue Origin inwestowała w tę infrastrukturę przez lata, wydając setki milionów dolarów.
Eksperci podkreślają, że odbudowa stanowiska może potrwać co najmniej rok, a bardziej realistyczny scenariusz mówi nawet o 15 miesiącach prac. Problem polega na tym, że firma nie dysponuje obecnie drugim gotowym stanowiskiem dla rakiety New Glenn.
Blue Origin rozpoczęła wprawdzie przygotowania pod nowe stanowisko LC-36B oraz planuje bazę startową w Kalifornii, jednak oba projekty są dopiero na wczesnym etapie realizacji.
New Glenn miała wejść w fazę regularnych lotów
W przeciwieństwie do SpaceX i jej eksperymentalnego programu Starship, Blue Origin rozwijała New Glenn bardziej konserwatywnie. Firma stawiała na długie testy naziemne i stopniowe dojrzewanie konstrukcji zamiast szybkiego cyklu „testuj, eksploduj, poprawiaj”.
Pierwsze trzy loty New Glenn były oceniane jako bardzo udane. Konstrukcja zaczęła być postrzegana jako dojrzały system gotowy do regularnych misji komercyjnych.
Jeszcze przed katastrofą Blue Origin planowała niemal comiesięczne starty w drugiej połowie 2026 roku. Rakieta miała obsługiwać misje NASA, wynosić satelity Amazona, komercyjne ładunki firm telekomunikacyjnych oraz własne projekty spółki.
USA znów stają się zależne od SpaceX
Awaria New Glenn pojawia się w wyjątkowo trudnym momencie dla amerykańskiego sektora kosmicznego. Rakieta Vulcan firmy United Launch Alliance również pozostaje czasowo wyłączona z użytku po wcześniejszych problemach technicznych.
To oznacza, że praktycznie cały amerykański rynek średnich i ciężkich wyniesień orbitalnych ponownie trafia w ręce SpaceX i rakiet Falcon 9 oraz Falcon Heavy.
Pojawiają się również pytania dotyczące silników BE-4 używanych przez New Glenn. Wstępne informacje sugerują, że problem mógł rozpocząć się właśnie w centralnym silniku pierwszego stopnia rakiety. Jeśli przyczyną okaże się wada konstrukcyjna jednostek BE-4, może to dodatkowo skomplikować sytuację rakiety Vulcan. Ta korzysta z tych samych silników.
Problemy dla programu Artemis i księżycowej bazy NASA
Katastrofa może mieć ogromne konsekwencje dla programu Artemis prowadzonego przez NASA. Blue Origin rozwija bowiem lądownik księżycowy Blue Moon Mark 1. Ma on odgrywać kluczową rolę w budowie przyszłej infrastruktury na Księżycu.
NASA ogłosiła niedawno, że misja Moon Base I wykorzysta właśnie lądownik Blue Moon Mark 1. Agencja przyznała także Blue Origin kontrakt wart 280,4 mln dolarów na dostarczenie dwóch łazików księżycowych w 2028 roku.
Lądownik został jednak zaprojektowany specjalnie pod rakietę New Glenn. W praktyce oznacza to, że długotrwaemne uziemienie rakiety może sparaliżować harmonogram wielu misji księżycowych.
Teoretycznie Blue Moon mógłby zostać wyniesiony przez Falcon Heavy SpaceX, jednak taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Problemem mogą być zarówno kwestie techniczne związane z kompatybilnością systemów napędowych, jak i fakt, że Blue Origin musiałaby oprzeć swój strategiczny projekt na bezpośrednim konkurencie.
Artemis III i Artemis IV pod znakiem zapytania
Szczególnie trudna sytuacja dotyczy przyszłych załogowych misji księżycowych Artemis III i Artemis IV.
NASA planowała, że podczas Artemis III kapsuła Orion spotka się na orbicie okołoziemskiej z jednym lub dwoma systemami lądowania rozwijanymi przez Blue Origin i SpaceX. Start misji nadal planowany jest na 2027 rok.
Po katastrofie New Glenn coraz bardziej prawdopodobne staje się jednak, że Blue Moon nie będzie gotowy na czas. NASA może zostać zmuszona do oparcia całej misji wyłącznie na systemie Starship SpaceX.
Jeszcze bardziej komplikuje się sytuacja programu Artemis IV. Blue Origin nadal musi przeprowadzić testowe loty lądownika Blue Moon Mark 1, a bez sprawnej rakiety New Glenn staje się to obecnie niemożliwe.
W efekcie NASA może zostać praktycznie całkowicie uzależniona od powodzenia programu Starship Elona Muska.
Katastrofa, która może zmienić układ sił w kosmosie
Tak więc, eksplozja New Glenn to nie tylko spektakularna awaria jednej rakiety. To wydarzenie, które może znacząco wpłynąć na przyszłość amerykańskiego programu księżycowego. A także tempo rozwoju infrastruktury orbitalnej oraz równowagę sił w prywatnym sektorze kosmicznym.
Jeszcze kilka miesięcy temu Blue Origin była postrzegana jako firma mająca szansę stać się realnym konkurentem SpaceX w segmencie ciężkich rakiet nośnych. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a Elon Musk może wyjść z całego kryzysu jeszcze silniejszy.
Foto: Josh Kale/X.