manga

Japonia cierpi przez przepowiednię z mangi wzmocnioną w internecie

Japonia w czerwcu odnotowała wyraźny spadek liczby turystów z Azji. Wszystko przez przepowiednię zawartą w mandze — popularnej formie komiksu w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Chodzi o wznowioną w 2021 roku mangę autorstwa Ryo Tatsuki pt. „Watashi ga Mita Mirai, Kanzenban” („Przyszłość, którą widziałam – wydanie kompletne”). Na okładce komiksu znalazło się odniesienie do nadchodzącej katastrofy, która rzekomo miała nastąpić w lipcu 2025 roku. Manga ta zdobyła rozgłos już wcześniej — jej wydanie z 1999 roku wspominało o „katastrofie w marcu 2011”, czyli o tragicznym trzęsieniu ziemi i awarii elektrowni Fukushima.

Wersja z 2021 roku, według opisu na Amazonie, miała zawierać nowe „prorocze sny” autorki, sugerujące, że „prawdziwa katastrofa nadejdzie w lipcu 2025”.

Realne skutki fikcyjnego ostrzeżenia

Choć żadna katastrofa nie miała miejsca, to plotka rozprzestrzeniła się błyskawicznie, szczególnie w Hongkongu, gdzie podchwyciły ją media głównego nurtu, stacje telewizyjne i influencerzy na YouTubie. Efekt? Liczba turystów z tego regionu do Japonii w czerwcu spadła aż o 33,4% w porównaniu do roku poprzedniego, a w maju spadek wyniósł 11,2%.

– To pierwszy przypadek, kiedy widzimy tak silny efekt wyłącznie na podstawie plotki, a nie faktycznego wydarzenia – powiedział stacji CNBC CN Yuen, dyrektor agencji turystycznej WWPKG w Hongkongu.

Podróżni z innych krajów azjatyckich również zmniejszyli swoje zainteresowanie wyjazdami do Japonii. Przykładowo, liczba przyjazdów z Korei Południowej wzrosła w czerwcu jedynie o 3,8% (w maju było to 11,8%), a z Tajwanu – z 15,5% do zaledwie 1,8%.

Efekt „idealnej burzy”

Do fali obaw przyczynił się również styczniowy raport japońskiego rządowego instytutu badawczego, który ostrzegał, że prawdopodobieństwo wystąpienia silnego trzęsienia ziemi w Japonii w ciągu 30 lat wzrosło do 80%. Chociaż Japońska Agencja Meteorologiczna zaznaczyła, że taka statystyka nie oznacza, iż trzęsienie nastąpi w najbliższym czasie, to połączenie tej informacji z mangową „przepowiednią” wywołało efekt „perfect storm” – idealnej burzy, jak to określił Yuen.

W rezultacie niektóre linie lotnicze z Hongkongu ograniczyły loty do japońskich miast, m.in. Nagoi.

Azjatycka perspektywa, zachodni spokój

Dane Japońskiej Narodowej Organizacji Turystycznej pokazują, że udział turystów z Azji w ogólnej liczbie odwiedzających zmniejszył się, podczas gdy liczba przybyszów z krajów zachodnich wzrosła. Powód? Eksperci wskazują na różnice kulturowe.

Manga w wielu krajach Azji nie jest tylko rozrywką. Znaczy więcej, traktowana jest poważniej i dociera do szerokiego grona odbiorców.

Zdaniem Kiattipoom Kiatkawsin z Singapore Institute of Management społeczna natura kultur azjatyckich oraz potęga mediów społecznościowych doprowadziły do zbiorowego wzmocnienia postrzeganego ryzyka. – Nawet jeśli nie wszyscy wierzyli w tę przepowiednię, wielu uległo wpływowi swojej społeczności i zrezygnowało z wyjazdu – dodaje w wypowiedzi dla CNBC.

Dla wielu osób decyzja o przełożeniu wyjazdu do Japonii nie była trudna, bo – jak zauważa Kiatkawsin – krótkie trasy i niskie koszty anulacji ułatwiają zmianę planów. Turyści z Azji mogą więc po prostu odwiedzić Japonię w innym terminie.

Co dalej?

Eksperci są zgodni, że efekt „przepowiedni z mangi” nie wpłynie znacząco na długoterminową kondycję japońskiej turystyki. Problem dotyczy głównie lipca 2025 roku i raczej nie wpłynie na całość sezonu letniego.

Jedno jest jednak pewne – w świecie internetu i mediów społecznościowych, nawet komiksowa opowieść może zatrząść turystyczną branżą.

Foto: Gemini/AI.

Podziel się artykułem

PortalTechnologiczny.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.