Gigantyczny dron solarny zatonął w oceanie, zamykając historię Solar Impulse 2 – jednego z najbardziej przełomowych projektów w dziejach lotnictwa.
Historia jednego z najbardziej ambitnych projektów lotniczych XXI wieku właśnie dobiegła końca. Solarny dron rozwijany przez Skydweller Aero rozbił się na oceanie po rekordowym locie trwającym ponad osiem dni. Tym samym zakończyła się również niezwykła droga maszyny Solar Impulse 2. Ta już wcześniej zapisała się w historii jako pierwszy samolot napędzany energią słoneczną, który okrążył Ziemię.
Zmodyfikowana konstrukcja, wykonana z włókna węglowego, miała rozpiętość skrzydeł sięgającą 72 metrów – porównywalną z Boeing 747. Całą powierzchnię skrzydeł pokrywało ponad 17 tysięcy ogniw słonecznych. Pozwalały na niemal nieprzerwane loty dzięki połączeniu energii odnawialnej i baterii.
Wojskowe ambicje i testy dla amerykańskiej marynarki
Dron nie był już tylko demonstratorem technologii. Skydweller Aero przekształciło go w bezzałogową platformę testową zdolną do wielodniowych misji obserwacyjnych. Maszyna mogła przenosić ładunek o masie ponad 360 kilogramów. Była testowana w scenariuszach patrolowych dla United States Navy oraz innych sił zbrojnych USA.
Podczas ćwiczeń Fleet Experimentation 2026 w rejonie Key West dron prowadził obserwację celów na morzu z wykorzystaniem radarów oraz kamer termicznych. Jednocześnie pełnił rolę powietrznego węzła komunikacyjnego, wspierając operacje okrętów i śmigłowców.
Ćwiczenia wpisywały się w szerszy kontekst działań dowództwa United States Southern Command. W ostatnich miesiącach intensywnie wykorzystuje ono nowe technologie do walki z przestępczością zorganizowaną na wodach Karaibów i Pacyfiku.
Rekordowy lot zakończony katastrofą
Ostatni lot rozpoczął się 26 kwietnia z lotniska w stanie Mississippi. Po zakończeniu ćwiczeń wojskowych maszyna kontynuowała misję demonstracyjną nad obszarem między Kubą a półwyspem Jukatan.
Problemy pojawiły się w nocy z 3 na 4 maja. Dron napotkał ekstremalne warunki atmosferyczne, w tym gwałtowne zmiany pionowych prądów powietrza, wielokrotnie przekraczające standardowe parametry lotu. Choć wszystkie systemy działały poprawnie, zabrakło energii, by utrzymać stabilność w tak wymagającym środowisku.
Maszyna ostatecznie wykonała kontrolowane wodowanie w pobliżu Cancún, jednak jej kompozytowa konstrukcja nie była wyporna – dron szybko zatonął. W chwili katastrofy miał na koncie rekordowy lot trwający osiem dni i czternaście minut, najdłuższy w historii zarówno dla dronów, jak i załogowych samolotów solarnych.
Dziedzictwo Solar Impulse i przyszłość lotnictwa solarnego
Choć projekt zakończył się katastrofą, jego znaczenie pozostaje ogromne. Solar Impulse 2 już wcześniej udowodnił, że lotnictwo oparte wyłącznie na energii słonecznej jest możliwe – i to na skalę międzykontynentalną. Jednym z najbardziej spektakularnych osiągnięć był niemal pięciodniowy lot bez lądowania z Japonii na Hawaje, pilotowany przez André Borschberg.
Utrata maszyny oznacza również, że historyczny egzemplarz nie trafi do muzeum w Lucernie, jak pierwotnie planowano. To cios dla miłośników lotnictwa, ale nie koniec tej technologicznej ścieżki.
Skydweller Aero zapowiada już kolejne projekty, które mają lepiej radzić sobie z ekstremalnymi warunkami pogodowymi. W tle pozostają także ogromne inwestycje Pentagonu w rozwój systemów bezzałogowych, które mogą przekroczyć 50 miliardów dolarów.
Katastrofa na oceanie zamyka jeden rozdział, ale jednocześnie otwiera kolejny. Lotnictwo solarne, choć wciąż eksperymentalne, coraz wyraźniej pokazuje, że przyszłość długotrwałych misji – zarówno cywilnych, jak i wojskowych – może należeć do maszyn, które nigdy nie muszą lądować.
Foto: Skydweller Aero.