Wojna z Iranem doprowadziła do poważnych zakłóceń w dostawach skroplonego gazu ziemnego (LNG). W efekcie wiele państw azjatyckich zaczyna gwałtownie wracać do węgla jako podstawowego źródła energii.
Jednym z najbardziej dotkniętych konfliktem krajów jest Katar, który od lat pozostaje największym eksporterem LNG na świecie. Kluczowa infrastruktura – zakład Ras Laffan Industrial City – została poważnie uszkodzona w wyniku ataków na instalacje energetyczne w rejonie Zatoki Perskiej.
Szacuje się, że zniszczenia spowodowane przez irańskie drony objęły około 17% zdolności produkcyjnych kraju. Dodatkowym problemem jest praktyczna blokada transportu surowców przez Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowego handlu gazem i ropą.
Azja w trybie awaryjnym
Kraje takie jak Korea Południowa, Indonezja czy Bangladesz, które w dużym stopniu opierały swoją energetykę na imporcie LNG, zostały zmuszone do szybkiej zmiany strategii.
W wielu przypadkach oznacza to powrót do węgla – paliwa tańszego, łatwiej dostępnego i mniej podatnego na globalne szoki logistyczne. W Bangladeszu już teraz ograniczono dostawy gazu dla elektrowni i przemysłu nawozowego, zastępując je energią z elektrowni węglowych.
Gaz przestaje się opłacać
Eksperci podkreślają, że obecny kryzys nie tylko ogranicza dostępność gazu, ale również czyni go ekonomicznie nieopłacalnym. Gwałtowny wzrost cen LNG sprawia, że wiele krajów – szczególnie rozwijających się – po prostu nie jest w stanie sobie na niego pozwolić.
W praktyce oznacza to tzw. „destrukcję popytu” – sytuację, w której odbiorcy rezygnują z danego surowca nie dlatego, że go nie potrzebują, ale dlatego, że stał się zbyt drogi.
Węgiel znów na topie
Efekty są widoczne niemal natychmiast:
- Indonezja zwiększa wydobycie i eksport węgla, odchodząc od wcześniejszych ograniczeń produkcji
- Korea Południowa znosi limity mocy elektrowni węglowych
- Japonia rozważa powrót do węgla w energetyce
- Filipiny negocjują dodatkowe dostawy surowca
Wzrost popytu wywindował również ceny – kontrakty w Newcastle, będące benchmarkiem dla regionu Azji i Pacyfiku, osiągnęły najwyższe poziomy od końca 2024 roku.
Klimat przegrywa z rzeczywistością
Obecna sytuacja pokazuje brutalną prawdę: w momentach kryzysowych priorytetem staje się stabilność dostaw energii, a nie cele klimatyczne. Powrót do najbardziej emisyjnego paliwa kopalnego podważa dotychczasowe założenia transformacji energetycznej.
Co więcej, wydarzenia na Bliskim Wschodzie rodzą pytania o rolę gazu jako „paliwa przejściowego” w drodze do odnawialnych źródeł energii. Okazuje się, że jego zależność od geopolityki może być równie problematyczna jak w przypadku ropy.
Czas działa przeciwko rządom
Sytuacja jest szczególnie napięta w kontekście nadchodzącego lata. W wielu krajach Azji wysokie temperatury oznaczają gwałtowny wzrost zużycia energii – głównie przez klimatyzację. Rządy muszą więc działać szybko, by uniknąć blackoutów i społecznego niezadowolenia.
Na razie wszystko wskazuje na to, że w krótkim terminie zwycięzcą tego kryzysu będzie… węgiel.