W czwartek zanurkowała akcje Volvo. W piątkowym handlu akcje Stellantis – właściciela marek takich jak Peugeot, Fiat, Opel, Citroën, Jeep czy Chrysler – spadały aż o 27% na giełdzie w Mediolanie. Co się dzieje?
To jedna z najgorszych giełdowych sesji w historii koncernu i kolejny sygnał, że inwestorzy tracą cierpliwość do wielkich producentów samochodów.
Zwłaszcza, że to dzieje się dzień po potężnej wyprzedaży akcji Volvo Cars. O czym zresztą napisaliśmy.
22 miliardy euro straty i przyznanie się do błędów
Bezpośrednim powodem krachu była zapowiedź 22-miliardowego (26 mld dolarów) uderzenia finansowego, związanego z gruntowną restrukturyzacją działalności. Prezes Stellantis Antonio Filosa otwarcie przyznał, że firma przeceniła tempo transformacji energetycznej.
– Przeceniliśmy tempo przejścia na elektromobilność, oddalając się od realnych potrzeb, możliwości i oczekiwań klientów – powiedział Filosa.
To jedno z najbardziej szczerych wyznań, jakie padły w ostatnich latach z ust szefa globalnego koncernu motoryzacyjnego.
Częściowy odwrót od elektryfikacji, dywidenda wstrzymana
Choć Stellantis deklaruje, że nadal chce pozostać w czołówce rozwoju aut elektrycznych, firma zapowiada zmianę podejścia. Elektryfikacja ma postępować zgodnie z realnym popytem, a nie politycznymi czy regulacyjnymi ambicjami.
Konsekwencje finansowe są jednak bolesne:
- spółka spodziewa się straty netto za 2025 rok,
- dywidenda za 2026 rok została zawieszona,
- planowana jest emisja hybrydowych obligacji o wartości do 5 mld euro.
Gigant inwestuje w USA, tnie gdzie indziej
Równolegle Stellantis kontynuuje kosztowną restrukturyzację. Koncern ogłosił największy w historii pakiet inwestycji w USA – 13 mld dolarów w ciągu czterech lat – oraz zapowiedział stworzenie 5 tys. nowych miejsc pracy w Ameryce Północnej.
Jednocześnie firma:
- anuluje projekty, które nie są w stanie przynieść zysków na odpowiednią skalę,
- sprzedaje udziały w kanadyjskiej fabryce baterii NextStar Energy (przejmuje je LG Energy Solution),
- reorganizuje globalną produkcję i kontrolę jakości.
Rynek reaguje nerwowo. To nie tylko problem Stellantis
Spadki Stellantis pociągnęły za sobą cały sektor. Akcje Renault, Valeo i Forvia również znalazły się pod presją. Co więcej, sytuacja wpisuje się w szerszy trend – wcześniej Ford i General Motors ogłosiły wielomiliardowe odpisy związane z ograniczaniem planów EV.
Analitycy UBS mówią wprost: skala „czyszczenia bilansu” była tak duża, że gwałtowna reakcja rynku była nieunikniona.
Motoryzacyjne tsunami nabiera rozpędu
Po Volvo i Stellantis coraz trudniej mówić o pojedynczych przypadkach. Europejska motoryzacja zmaga się jednocześnie z:
- presją chińskich producentów (BYD i spółka),
- słabszym popytem na drogie auta elektryczne,
- wysokimi kosztami transformacji,
- cłami i napięciami handlowymi,
- oraz utratą zaufania inwestorów.
Rok 2026 zapowiada się jako brutalny test dla całej branży, a giełda jasno pokazuje, że epoka bezwarunkowego entuzjazmu wobec elektromobilności właśnie się kończy.
Samochody elektryczne muszą być dla ludzi, a nie milionerów.
Foto: Stelantis.