Elektryczny seaglider REGENT-a pomyślnie przeszedł pierwsze prawdziwe testy ratunkowe z udziałem US Marines.
To nowa klasa maszyn, które mają wypełnić lukę między łodziami a śmigłowcami – szczególnie w trudnych warunkach przybrzeżnych.
Nowy sprzęt, nowe możliwości ratunkowe
REGENT Craft, amerykański producent morskich statków powietrznych typu seaglider, zakończył kolejną serię testów z Korpusem Piechoty Morskiej USA. Tym razem chodziło o sprawdzenie, jak prototyp radzi sobie w realnych scenariuszach ratunkowych. Tam, gdzie tradycyjne metody często nie dają rady – z powodu braku stabilności, wolnej prędkości albo ograniczonego dostępu do poszkodowanych.
Żołnierze US Marines wraz z inżynierami REGENT-a przeprowadzili trzy wymagające misje:
– załadunek pacjenta na noszach z pomostu,
– zabranie rannego bezpośrednio z plaży,
– odebranie rannego z tratwy na otwartym morzu, w trudniejszych warunkach falowych.
Wszystkie przebiegły pomyślnie – a seaglider udowodnił, że potrafi szybko przechodzić z lotu do operowania na wodzie i odwrotnie.
Seaglider: między hydrofoilem a maszyną latającą
Seaglider działa w trzech trybach:
- jako klasyczna jednostka kadłubowa,
- jako hydrofoil unoszący się ponad powierzchnią,
- a w wersji najszybszej – jako maszyna latająca w efekcie przypowierzchniowym, około 10 metrów nad falami.
W tym ostatnim trybie jego efektywność aerodynamiczna znacząco rośnie. Dzięki temu jednostka może osiągać wysokie prędkości i pokonywać długie dystanse, pozostając blisko powierzchni morza i nie wymagając infrastruktury lotniskowej.
Wojskowa odmiana seaglidera, Viceroy, ma latać z prędkością do 160 węzłów (ok. 180 mph / 290 km/h), zabierać 1,6 tony ładunku i mieć zasięg nawet 1 400 mil morskich w wariancie hybrydowym.
Dlaczego Marines tak bardzo tego potrzebują?
Misje MEDEVAC i CASEVAC prowadzone na wodach przybrzeżnych należą do najtrudniejszych w siłach zbrojnych.
Łodzie są zbyt wolne, a śmigłowce – jak podkreślają wojskowi – nierzadko ogranicza pogoda, dostępność oraz zasięg.
Seaglider łączy najlepsze cechy obu:
– może lądować na wodzie,
– podejmować rannych bezpośrednio z morza lub plaży,
– i błyskawicznie odlatywać z miejsca akcji.
Podczas testów Marine Corps najbardziej interesowało to, jak szybko i stabilnie maszyna podchodzi do poszkodowanych. A także, jak radzi sobie z precyzyjnym manewrowaniem w bliskim kontakcie z przeszkodami i falami. Prototyp wypadł „wyjątkowo dobrze”, co potwierdził Tom Huntley, szef REGENT Defense i były pilot ratowniczych śmigłowców.
Marines zwiększają inwestycje. Seaglider bliżej służby operacyjnej
Korpus Piechoty Morskiej pracuje nad unowocześnieniem swoich zdolności w regionach przybrzeżnych i rozproszonych. Testy seaglidera są częścią tego programu.
W tym roku Marine Corps Warfighting Lab zwiększył kontrakt rozwojowy REGENT-a do 15 milionów dolarów, co pokazuje duże zainteresowanie projektem.
Ostatnie udane misje ratunkowe to kolejny etap dużej kampanii testowej. Ma przygotować seaglidera do oceny operacyjnej i ewentualnego wdrożenia do służby.
„Te testy mogą uratować wiele istnień”
– Pokazujemy, że seaglidery mogą wypełnić krytyczną lukę, zapewniając prędkość, stabilność i bezpieczeństwo tam, gdzie tradycyjne platformy zawodzą – podsumował testy Billy Thalheimer, współzałożyciel i CEO REGENT-a.
Jeśli projekt będzie się rozwijał w obecnym tempie, Amerykanie mogą zyskać nowy typ szybkiego, elektrycznego sprzętu ratunkowego. Takiego, który pozwoli znacznie szybciej transportować rannych z trudnych stref przybrzeżnych – i zwiększyć ich szanse na przeżycie.
Foto: REGENT Craft.