Jeszcze kilka lat temu chińskie firmy kosmiczne raczej niechętnie przyznawały się do inspiracji SpaceX. Dziś sytuacja zmieniła się diametralnie.
Kolejne spółki z Państwa Środka nie tylko kopiują rozwiązania Elona Muska, ale wręcz otwarcie reklamują swoje rakiety jako odpowiedniki Starshipa. Co więcej – Chiny chcą zbudować własną wersję tej konstrukcji szybciej, taniej i z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.
Przez długi czas chiński sektor kosmiczny skupiał się na rakietach wyraźnie inspirowanych Falconem 9. Tak było m.in. w przypadku Zhuque-3, średniej klasy rakiety firmy LandSpace, która zadebiutowała na początku grudnia. Lot zakończył się częściowym sukcesem – misja orbitalna się powiodła, ale próba lądowania pierwszego stopnia już nie. Jak na pierwszy lot, trudno mówić o zaskoczeniu.
Takich „chińskich Falconów 9” będzie jednak więcej. Problem w tym, że Falcon 9 to dziś technologia sprawdzona, ale już nie przełomowa. SpaceX samo próbuje ją zastąpić w pełni wielokrotnego użytku Starshipem – i dokładnie w tym samym kierunku zaczęły skręcać Chiny.
Rząd dał sygnał. Prywatne firmy ruszyły za nim
Przełomowym momentem była decyzja chińskiego rządu z listopada 2024 roku. Państwowy producent rakiet zaprezentował nową koncepcję superciężkiej rakiety Long March 9. Zamiast klasycznej, jednorazowej konstrukcji z trzema stopniami i bocznymi boosterami na paliwo stałe, pokazano projekt wyraźnie przypominający Starshipa – w pełni wielokrotnego użytku, z pionowym lądowaniem obu stopni.
To był jasny sygnał dla rynku: Starship to przyszłość.
Każdy chce mieć „swojego Starshipa”
W ślad za rządem ruszyły prywatne startupy. Firma Cosmoleap ogłosiła prace nad rakietą „Leap”, która ma być w pełni odzyskiwana i – co szczególnie znamienne – łapana przez wieżę startową przy użyciu mechanicznych ramion, dokładnie tak jak robi to SpaceX w Starbase w Teksasie.
Kilka miesięcy później Astronstone poszło jeszcze dalej. Spółka zapowiedziała stalową rakietę na ciekły metan, również z systemem „chopsticks” do przechwytywania pierwszego stopnia. Firma nawet nie próbowała udawać oryginalności, otwarcie deklarując, że „w pełni dostosowuje swoje podejście techniczne do rozwiązań SpaceX”.
Starship-1, czyli już nawet bez udawania
Prawdziwe zdziwienie przyszło jednak w grudniu. Powiązany z państwem portal China.com poinformował, że firma Beijing Leading Rocket Technology zaprezentowała projekt rakiety o nazwie… Starship-1. Nazwa mówi właściwie wszystko.
Nowy pojazd ma być w pełni wielokrotnego użytku, wykonany ze stali nierdzewnej, zasilany metanem i – według zapowiedzi – wspierany przez systemy sztucznej inteligencji. Producent określa go wprost jako „w pełni odzyskiwalną rakietę AI”.
W przeciwieństwie do państwowego Long March 9, prywatne firmy zaczynają jednak od mniejszych konstrukcji. To rozsądne podejście – budowa superciężkiej rakiety od zera jest poza zasięgiem większości startupów, nawet przy hojnym finansowaniu.
Entuzjazm to nie gwarancja sukcesu
Historia pokazuje, że większość takich projektów nigdy nie wyjdzie poza slajdy prezentacyjne. Amerykański rynek kosmiczny przeżywał podobną euforię dekadę temu. Powstały dziesiątki startupów, a na orbitę dotarło zaledwie kilka.
Chiński rynek finansowania różni się od amerykańskiego, ale motywacje inwestorów pozostają podobne: wzrost, skala i długoterminowe zyski. Nic więc dziwnego, że firmy z Państwa Środka próbują sprzedać wizję „chińskiego SpaceX”, a najprostszą drogą jest kopiowanie najskuteczniejszej technologii na świecie.
Foto: ALPHA TECH/YouTube.