Samolot KLM

Były szef KLM ładował powerbank w samolocie. Maszyna zawróciła nad Atlantykiem

Camiel Eurlings, były prezes KLM, znalazł się w centrum wyjątkowo ironicznego incydentu. Powerbank, który miał należeć do niego, zapalił się podczas lotu z Amsterdamu na Curaçao. Boeing 777 musiał zawrócić znad Atlantyku, a ponad 300 pasażerów musiało zmienić swoje plany. Problem w tym, że Eurlings jako były szef KLM doskonale powinien wiedzieć, jak postępować z takim urządzeniem na pokładzie.

– Nagle rozległ się głośny huk – tak jeden z pasażerów opisywał moment, w którym na pokładzie samolotu KLM pojawił się ogień.

Boeing 777-300ER leciał z Amsterdamu na Curaçao. Około 5,5 godziny po starcie doszło do zapłonu powerbanku. Załoga szybko zareagowała i ugasiła urządzenie, ale kapitan zdecydował, że samolot powinien zawrócić do Amsterdamu.

Na pokładzie znajdowały się 322 osoby.

Zamiast spędzić kolejne godziny na drodze na Karaiby, pasażerowie ponownie znaleźli się nad Holandią. KLM musiał zorganizować dalszą podróż innym samolotem.

Powerbank może być poważnym zagrożeniem

Powerbanki są dzisiaj jednym z najbardziej oczywistych elementów wyposażenia podróżnego. Dla wielu osób to po prostu dodatkowa bateria, którą można wrzucić do torby i podłączyć do telefonu, kiedy zaczyna brakować energii.

W samolocie sytuacja wygląda jednak inaczej.

Urządzenia wykorzystujące akumulatory litowo-jonowe mogą w określonych warunkach przegrzać się, zapalić, a nawet gwałtownie uwolnić energię. Jeżeli do takiego zdarzenia dojdzie na pokładzie samolotu, załoga ma bardzo ograniczone możliwości działania.

Dlatego linie lotnicze wprowadzają konkretne zasady dotyczące przewożenia i używania powerbanków.

KLM również ma takie przepisy.

Były prezes KLM powinien znać te zasady

I tutaj cała historia robi się wyjątkowo absurdalna.

Powerbank miał należeć do Camiela Eurlingsa, który w latach 2013–2014 kierował KLM jako prezes i dyrektor generalny. Czyli człowieka, który przez lata był jednym z najważniejszych ludzi odpowiedzialnych za funkcjonowanie linii lotniczej.

Według relacji pasażerów powerbank miał być podłączony do ładowania, kiedy doszło do incydentu.

Jeżeli tak właśnie wyglądała sytuacja, trudno o bardziej ironiczny zbieg okoliczności.

Były szef KLM miał zrobić na pokładzie dokładnie to, przed czym jego była firma ostrzega pasażerów. KLM nie pozwala bowiem na używanie ani ładowanie powerbanków podczas lotu. Urządzenia tego typu muszą być również przechowywane w odpowiednim miejscu, a nie w bagażu rejestrowanym. Nie jest to skomplikowana zasada, której trzeba szukać w specjalistycznych instrukcjach lotniczych. To jedna z podstawowych reguł bezpieczeństwa dotyczących współczesnych podróży samolotem.

Kto jak kto, ale były prezes KLM powinien wiedzieć, czego nie zabierać do samolotu albo przynajmniej czego nie robić z tym urządzeniem już po wejściu na pokład.

322 osoby poniosły konsekwencje

Najgorsze w całej historii jest to, że potencjalny błąd jednej osoby nie dotyczy wyłącznie jej samej.

Powerbank nie zapalił się przecież w domu czy w hotelu. Zdarzenie miało miejsce w lecącym samolocie, kilka godzin od Amsterdamu.

Kapitan nie mógł po prostu powiedzieć pasażerom: „Proszę się nie przejmować, już po wszystkim”. Samolot musiał zawrócić.

Dla 322 osób oznaczało to dodatkowe godziny podróży, zmianę samolotu i opóźnienie dotarcia do celu. Dla KLM oznaczało to natomiast konieczność przeprowadzenia procedur bezpieczeństwa i zorganizowania zastępczego połączenia.

A wszystko zaczęło się od niewielkiego urządzenia mieszczącego się w dłoni.

Dlaczego linie tak bardzo pilnują powerbanków?

Powód jest prosty: jeżeli bateria zacznie się palić, problem trzeba rozwiązać natychmiast.

Na ziemi można wynieść urządzenie na zewnątrz, odłączyć zasilanie, użyć odpowiedniego sprzętu i wezwać straż pożarną.

W samolocie nie ma takiej możliwości.

Załoga musi poradzić sobie z problemem na pokładzie, mając do dyspozycji ograniczone wyposażenie i przestrzeń. Dlatego właśnie przepisy dotyczące baterii litowo-jonowych są coraz bardziej restrykcyjne.

Nie chodzi o utrudnianie życia pasażerom.

Chodzi o to, żeby potencjalny pożar niewielkiego urządzenia nie stał się problemem zagrażającym całemu samolotowi.

Trudno o bardziej niezręczny przykład

Cała sytuacja jest tym bardziej wymowna, że w jej centrum znalazł się człowiek, który przez lata stał na czele KLM.

Były prezes linii lotniczej powinien doskonale zdawać sobie sprawę z tego, jak poważnie przewoźnicy traktują kwestie bezpieczeństwa.

Dlatego jeśli potwierdzenie znajdzie również informacja o ładowaniu powerbanku podczas lotu, trudno będzie znaleźć bardziej ironiczny przykład złamania zasad bezpieczeństwa.

Camiel Eurlings kierował KLM. A teraz to sam KLM musiał zawrócić samolot z powodu powerbanku, który miał należeć właśnie do niego.

Na szczęście sytuacja nie skończyła się poważnym pożarem ani zagrożeniem dla życia pasażerów. Załoga zareagowała odpowiednio, a samolot bezpiecznie wrócił do Amsterdamu.

To jednak dobra przypominajka dla wszystkich podróżujących: powerbank nie jest zwykłym gadżetem elektronicznym. To bateria przechowująca dużą ilość energii. W samolocie trzeba traktować ją dokładnie tak, jak wymagają tego przepisy.

A od byłego szefa linii lotniczej można oczekiwać, że będzie o tym wiedział lepiej niż przeciętny pasażer.

Foto: KLM.

Podziel się artykułem

PortalTechnologiczny.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.