Administrator NASA Jared Isaacman stwierdził, że postępy Blue Origin w odbudowie infrastruktury i analizie przyczyn awarii są „niemal imponujące”. Podstawowy plan wykorzystania rakiety New Glenn do misji księżycowych pozostaje aktualny.
Katastrofalna eksplozja rakiety New Glenn podczas testów pod koniec maja była jednym z największych niepowodzeń w historii Blue Origin. Zniszczeniu uległa jedyna operacyjna wyrzutnia firmy, co postawiło pod znakiem zapytania zarówno przyszłość samej rakiety, jak i udział przedsiębiorstwa w programie księżycowym Artemis. Teraz jednak NASA wysyła znacznie bardziej optymistyczne sygnały.
Podczas spotkania z dziennikarzami Jared Isaacman podkreślił, że NASA bardzo uważnie monitoruje działania Blue Origin po eksplozji z 28 maja. W prace związane z analizą awarii i odbudową kompleksu startowego zaangażowane są również siły kosmiczne Stanów Zjednoczonych (US Space Force).
NASA nadal stawia na New Glenn
Dla NASA powodzenie programu New Glenn ma ogromne znaczenie. Rakieta ma wynosić na orbitę lądowniki księżycowe Blue Origin opracowywane w ramach programu Artemis.
Pierwszym z nich jest Mk. 1 Endurance, który ma dostarczać na powierzchnię Księżyca ładunki naukowe i technologiczne. W dalszej perspektywie powstaje również większy lądownik Mk. 2, przeznaczony do transportu astronautów podczas misji Artemis III.
Isaacman zaznaczył, że mimo majowej katastrofy główny scenariusz pozostaje niezmieniony.
– Plan A nadal zakłada start lądownika Mk. 1 na pokładzie New Glenn. Dziś wygląda on znacznie lepiej niż jeszcze kilka tygodni temu – powiedział szef NASA.
Eksplozja zniszczyła całą infrastrukturę startową
Awaria nie ograniczyła się wyłącznie do uszkodzenia rakiety. Eksplozja zniszczyła również kluczowe elementy infrastruktury na kompleksie startowym Launch Complex 36.
Firma utraciła między innymi:
- wieżę odgromową,
- ogromny transporter-erector, odpowiedzialny za przewożenie rakiety z hali montażowej na stanowisko startowe oraz ustawianie jej w pozycji pionowej.
To właśnie utrata tego drugiego elementu była jednym z największych problemów, ponieważ jego odbudowa mogłaby potrwać wiele miesięcy.
Blue Origin zmienia sposób przygotowania rakiet do startu
Dyrektor generalny Blue Origin, Dave Limp, poinformował, że firma nie zamierza wiernie odtwarzać zniszczonej infrastruktury.
Zamiast budować nowy transporter-erector, inżynierowie opracowali prostsze rozwiązanie. Zintegrowana rakieta będzie ustawiana na stanowisku startowym przy pomocy ogromnego dźwigu. Dopiero po zakończeniu testów przedstartowych na jej szczycie zostanie zamontowana owiewka z ładunkiem.
Blue Origin opublikowała nawet materiał wideo pokazujący, jak ma wyglądać cały proces.
Według Limpa analiza danych z setek czujników oraz kamer wskazuje obecnie, że źródło awarii znajdowało się w tylnej części pierwszego stopnia rakiety.
NASA przygotowuje plan awaryjny
Mimo optymizmu NASA nie zamierza uzależniać programu Artemis wyłącznie od powodzenia New Glenn.
Agencja analizuje już alternatywne rakiety, które mogłyby wynieść lądowniki Blue Origin w przypadku dalszych opóźnień. Wśród potencjalnych kandydatów wymieniane są:
- Falcon Heavy firmy SpaceX,
- Vulcan opracowany przez United Launch Alliance (ULA).
Isaacman podkreślił jednak, że na obecnym etapie są to jedynie scenariusze zapasowe.
Czas działa na korzyść Blue Origin
Choć część ekspertów ocenia, że powrót New Glenn do lotów może potrwać od 12 do nawet 18 miesięcy, Blue Origin wciąż deklaruje gotowość wznowienia startów jeszcze przed końcem 2026 roku.
NASA nie zamierza na razie wywierać dodatkowej presji. Jak zaznaczył Jared Isaacman, agencja zacznie poważniej martwić się dopiero wtedy, gdy harmonogram zacznie przesuwać się w kierunku połowy 2027 roku. Dopiero taki scenariusz mógłby zagrozić terminom misji Artemis III oraz bezzałogowych lotów księżycowych.
Na razie jednak administrator NASA ocenia, że postępy Blue Origin są wyraźnie szybsze, niż jeszcze kilka tygodni temu przewidywano, a podstawowy plan wykorzystania rakiety New Glenn w programie Artemis pozostaje aktualny.
Foto: Blue Origin.