Zakup 96 śmigłowców AH-64E Apache przez Polskę ma być – według rządu – przełomową inwestycją w bezpieczeństwo kraju. W Korei myśleli podobnie, ale właśnie się z tego wycofali.
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas niedawnej wizyty w 1. Brygadzie Lotnictwa Wojsk Lądowych tłumaczył, że zakup Apache to odpowiedź na potrzeby NATO i konieczność wzmocnienia wschodniej flanki sojuszu. Argumentował też, że choć na Ukrainie śmigłowce nie odgrywają kluczowej roli, to „Apache tam nie latają, więc nie można mówić, że się tam nie sprawdzają”.
Problem w tym, że Polska nie tylko kupuje Apache w liczbie niespotykanej poza USA – aż 96 maszyn – ale też podejmuje się olbrzymiego, wieloletniego i kosztownego przedsięwzięcia. Sam zakup to około 40 mld zł, ale całkowite koszty tzw. cyklu życia tych maszyn mają sięgnąć nawet 100 mld zł w ciągu 40 lat. To oznacza ponad 2 mld zł rocznie na samo ich utrzymanie.
Do tego dochodzą wyzwania kadrowe: dziś wyszkolonych jest 22 pilotów, a docelowo potrzeba będzie około 400. Dodatkowo brakuje infrastruktury, a system szkolenia dopiero jest reformowany. Już teraz, w ramach tymczasowego leasingu, do Polski trafiło osiem starszych śmigłowców AH-64D oraz amerykańscy instruktorzy.
Korea mówi: nie. Drony i AI są przyszłością
Na tle tej polskiej ofensywy zbrojeniowej szczególnie interesująco wygląda decyzja Korei Południowej, która właśnie… wycofała się z planów zakupu kolejnych Apache. Korea miała kupić 36 śmigłowców AH-64E do 2028 roku za równowartość 2,2 mld dolarów. Jednak niemal całość tej kwoty została właśnie wykreślona z budżetu.
Tamtejsi decydenci jasno mówią, dlaczego: śmigłowce są zbyt narażone na ataki z tanich pocisków i dronów, co wyraźnie widać w realiach wojny w Ukrainie. Pola walki zmieniły się radykalnie – tanie, masowo wykorzystywane bezzałogowce i nowoczesne systemy AI zastępują kosztowne i łatwe do zestrzelenia platformy z poprzednich dekad.
Koreańskie wojsko już w maju zaczęło przechodzić na systemy hybrydowe: załogowo-bezzałogowe. Eksperci podkreślają, że także Stany Zjednoczone zrezygnowały z dalszego rozwijania nowej generacji śmigłowców szturmowych, a podobne rewizje trwają w Australii i Japonii.
Jak podkreślił poseł Yu Yong-weon z rządzącej partii konserwatywnej: „Nie możemy kurczowo trzymać się przeszłości. Musimy inwestować w technologie, które odzwierciedlają przyszłość wojny”.
Czy nie jest już za późno?
Z jednej strony Polska stawia na prestiżowy i sprawdzony sprzęt, który – jak twierdzi MON – ma ogromny potencjał ofensywny. Z drugiej jednak – wiele wskazuje na to, że robimy to w momencie, gdy świat idzie już w innym kierunku.
Apache to maszyny o potężnych możliwościach, ale jednocześnie drogie, wymagające i narażone na współczesne zagrożenia. Nawet w USA coraz głośniej mówi się o konieczności przewartościowania roli załogowych śmigłowców bojowych.
Czy Polska inwestuje w broń przyszłości? A może raczej w kosztowny relikt przeszłości, który okaże się wielką i bardzo drogą pomyłką?
Foto: US Army.