Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) miała zakończyć swoją misję w 2030 roku i rok później spłonąć w atmosferze nad Pacyfikiem. Coraz więcej amerykańskich polityków uważa jednak, że zanim do tego dojdzie, NASA powinna odpowiedzieć na jedno kluczowe pytanie: czy da się uratować ISS, przenosząc ją na „bezpieczną orbitę parkingową” i zachować dla przyszłych pokoleń?
Komisja Nauki, Przestrzeni Kosmicznej i Technologii Izby Reprezentantów USA zatwierdziła w tym tygodniu projekt NASA Authorization Act of 2026, wzbogacony o ponad 40 poprawek. Jedna z nich dotyczy właśnie przyszłości ISS po zakończeniu jej eksploatacji.
Poprawka, zgłoszona przez demokratę George’a Whitesidesa (byłego szefa sztabu NASA) przy wsparciu republikanina Nicka Begicha, zobowiązuje agencję do przeprowadzenia szczegółowej analizy technicznej. Jej celem ma być ocena, czy możliwe jest przeniesienie stacji na wyższą orbitę i „przechowanie” jej tam po zakończeniu misji operacyjnej.
Co ważne — dokument nie zmienia oficjalnej daty zakończenia programu ISS, ale wymusza na NASA ponowne rozważenie scenariusza całkowitej deorbitacji.
ISS: inżynieryczny cud wart ponad 100 mld dolarów
– Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to jedno z najbardziej złożonych osiągnięć inżynieryjnych w historii ludzkości – podkreśla Whitesides. – To ponad 30 lat międzynarodowej współpracy i inwestycji amerykańskich podatników przekraczających 100 miliardów dolarów. Zanim trwale się jej pozbędziemy, powinniśmy wiedzieć, czy istnieje realna alternatywa.
ISS waży około 450 ton, ma długość boiska futbolowego i porusza się z prędkością ponad 27 tys. km/h. Nawet niewielka zmiana jej orbity oznacza gigantyczne wyzwania logistyczne i paliwowe.
Plan A: kontrolowane zniszczenie nad oceanem
Obecna strategia NASA zakłada zdeorbitowanie ISS w 2031 roku. W 2024 roku agencja podpisała z SpaceX kontrakt wart blisko 1 miliard dolarów na budowę specjalnego pojazdu deorbitacyjnego, bazującego na kapsule Dragon. Jego zadaniem będzie minimalne wyhamowanie stacji — wystarczy redukcja prędkości o 127 mil na godzinę, by grawitacja Ziemi zrobiła resztę.
Według analiz NASA taka operacja pochłonie około 9–10 ton paliwa.
Alternatywa: podnieść orbitę i „zachować” stację
NASA już wcześniej analizowała scenariusze inne niż zniszczenie ISS. Jednym z nich jest przeniesienie jej na wyższą orbitę:
- 640–680 km nad Ziemią – ISS mogłaby tam przetrwać nawet 100 lat, ale wymagałoby to ponad dwukrotnie więcej paliwa niż deorbitacja.
- około 2000 km – stabilność orbitalna przez ponad 10 tysięcy lat, lecz kosztem aż 133 ton paliwa.
Problem? Nie istnieją obecnie certyfikowane pojazdy, które mogłyby bezpiecznie przeprowadzić taką operację. Nawet projektowany Starship od SpaceX stwarzałby ogromne wyzwania konstrukcyjne przy dokowaniu do ISS.
Kosmiczne śmieci – realne zagrożenie
Wyższa orbita to również znacznie większe ryzyko kolizji z odpadami kosmicznymi. Inżynierowie NASA wskazują, że okolice 800 km nad Ziemią są szczególnie niebezpieczne. Jedno poważne uderzenie mogłoby pozbawić stację zdolności manewrowania lub doprowadzić do jej fragmentacji.
Poprawka Whitesidesa spotkała się z ponadpartyjnym poparciem. Kongresmen Don Beyer nie krył emocji:
– Nienawidzę myśli, że coś tak ważnego dla historii ludzkości wrzucimy do Pacyfiku, zamiast spróbować to zachować – powiedział podczas obrad.
A co z komercyjnymi stacjami kosmicznymi?
NASA planuje zastąpić ISS prywatnymi stacjami w ramach programu Commercial LEO Destinations (CLD). Problem w tym, że program jest chronicznie niedofinansowany — w 2026 roku otrzymał zaledwie 273 mln dolarów, podczas gdy roczne utrzymanie ISS kosztuje ponad 3 mld dolarów.
Firmy takie jak Vast, Axiom Space, Starlab czy projekt Orbital Reef od Blue Origin walczą o kontrakty, ale same przyznają, że bez rządowego wsparcia i klientów komercyjnych ich modele biznesowe są ryzykowne.
ISS może działać dłużej, niż planowano
NASA przyznaje, że mimo wieku (pierwsze moduły wystrzelono w 1998 roku), główna struktura ISS jest w zaskakująco dobrym stanie. Nowe panele słoneczne znacząco poprawiły zdolności energetyczne stacji, a problemy techniczne — w tym mikropęknięcia w rosyjskim module — zostały opanowane.
To sprawia, że pytanie o „kosmiczny magazyn” dla ISS przestaje być czystą fantazją.
Foto: NASA.