Volkswagen chce produkować mniej samochodów, ograniczyć liczbę modeli i zmniejszyć moce produkcyjne.
Volkswagen oficjalnie rozpoczyna kolejny etap swojej restrukturyzacji. Po posiedzeniu rady nadzorczej koncern ogłosił plan głębokich zmian, których celem jest poprawa konkurencyjności firmy w coraz trudniejszych warunkach rynkowych.
Najważniejsza decyzja dotyczy oferty modelowej. W najbliższych latach liczba samochodów oferowanych przez grupę ma zostać stopniowo zmniejszona nawet o 50 proc. Volkswagen zamierza skoncentrować się na najbardziej rentownych segmentach rynku i ograniczyć rozwój mniej popularnych modeli.
Produkcja spadnie o 3 miliony samochodów rocznie
Drugim filarem transformacji będzie zmniejszenie zdolności produkcyjnych. Jeszcze przed pandemią COVID-19 Volkswagen planował utrzymywać potencjał produkcji na poziomie około 12 milionów pojazdów rocznie. Teraz nowym celem jest 9 milionów samochodów.
To oznacza redukcję możliwości produkcyjnych o około 25 proc.
Prezes grupy, Oliver Blume, przekonuje, że zmiany mają zapewnić firmie większą odporność na kryzysy oraz poprawić jej konkurencyjność.
– Dzięki naszemu planowi wchodzimy w kolejny etap transformacji. Sprawimy, że Grupa Volkswagen będzie szybsza, bardziej odporna i bardziej konkurencyjna – podkreślił Blume.
Największe emocje budzi jednak temat zatrudnienia.
Volkswagen nie ogłosił nowych zwolnień ani zamknięcia fabryk, ale niemieckie media od kilku tygodni informują o znacznie bardziej radykalnych planach.
Według doniesień koncern rozważa likwidację nawet 100 tysięcy miejsc pracy oraz zamknięcie czterech zakładów produkcyjnych w Niemczech. Chodzi o fabryki w Hanowerze, Zwickau, Emden oraz zakład marki Audi w Neckarsulm.
Byłaby to największa restrukturyzacja w niemal 90-letniej historii Volkswagena.
Podczas ostatniego posiedzenia rady nadzorczej nie udało się jednak osiągnąć porozumienia. Według agencji Reuters przedstawiciele pracowników skutecznie zablokowali przyjęcie części proponowanych zmian.
Plany ograniczenia produkcji i ewentualnych zamknięć zakładów spotykają się z bardzo silnym sprzeciwem związków zawodowych oraz niemieckich polityków.
Potężny związek IG Metall już zorganizował protesty przed fabryką Volkswagena w Zwickau. Przedstawiciele pracowników zapowiadają, że będą walczyć przeciwko likwidacji miejsc pracy i zamykaniu zakładów.
Dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego byłby to jeden z najpoważniejszych kryzysów od wielu lat.
Volkswagen znalazł się pod ogromną presją
Problemy koncernu wynikają z kilku nakładających się czynników.
Największym wyzwaniem pozostaje gwałtownie rosnąca konkurencja ze strony chińskich producentów samochodów elektrycznych, którzy zdobywają kolejne udziały zarówno na rynku europejskim, jak i w samych Chinach — rynku, który przez lata był jednym z głównych źródeł zysków Volkswagena.
Dodatkowo producent musi mierzyć się z amerykańskimi cłami importowymi, słabszym popytem na samochody elektryczne w Europie oraz wysokimi kosztami prowadzenia produkcji w Niemczech.
Analitycy banku Jefferies zwracają uwagę, że najnowszy plan nie przyniósł odpowiedzi na najważniejsze pytania. Nie wiadomo, czy ostatecznie dojdzie do zamknięcia fabryk, jak będzie wyglądał pięcioletni plan inwestycyjny ani czy rzeczywiście skala redukcji zatrudnienia sięgnie 100 tys. osób.
Rynek przyjął zapowiedzi z dużą ostrożnością. Akcje Volkswagena od początku roku straciły już ponad 30 proc., osiągając poziomy niewidziane od około 2010 roku.
Zdaniem analityków firma znalazła się w sytuacji określanej jako „idealna burza”. Jednocześnie musi walczyć z rosnącą konkurencją z Chin, presją kosztową, zmianami na rynku samochodów elektrycznych oraz nowymi barierami handlowymi.
Najbliższe miesiące pokażą, czy zapowiedziana transformacja wystarczy, aby największy europejski producent samochodów odzyskał dawną pozycję.