Senator Bernie Sanders i gubernator Florydy Ron DeSantis – stojący na przeciwległych biegunach sceny politycznej – zgodnie krytykują gwałtowną ekspansję centrów danych.
Powód? Rosnące ceny energii, przeciążone sieci elektroenergetyczne i coraz większe niezadowolenie wyborców.
AI potrzebuje energii. Coraz więcej energii
Centra danych stały się fundamentem współczesnej gospodarki cyfrowej – od chmury obliczeniowej, przez streaming, aż po generatywną sztuczną inteligencję. Problem w tym, że hiperskalowe data center zużywają gigantyczne ilości energii, a tempo ich powstawania zaczyna wyprzedzać możliwości sieci elektroenergetycznych.
To właśnie ten aspekt sprawił, że Bernie Sanders (niezależny senator z Vermont) oraz Ron DeSantis (republikański gubernator Florydy) – politycy, którzy niemal nigdy się nie zgadzają – znaleźli wspólny język.
Rachunki za prąd i gniew wyborców
Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych wzrosły w 2025 roku o ok. 5%, a w 2026 roku mają wzrosnąć średnio o kolejne 4%. W wielu stanach wyborcy coraz częściej łączą te podwyżki właśnie z rozwojem centrów danych.
Sanders poszedł najdalej, wzywając do ogólnokrajowego moratorium na budowę nowych data center:
– Trzeba ten proces spowolnić. Nie wystarczy, że oligarchowie mówią „To nadchodzi, musicie się dostosować’” – powiedział senator w wywiadzie dla CNN.
Polityk zwraca też uwagę na rynek pracy, pytając wprost, co stanie się z pracownikami wypieranymi przez automatyzację napędzaną przez AI.
DeSantis: „Nie mamy takiej sieci”
Ron DeSantis zaprezentował z kolei projekt „AI Bill of Rights”, który ma dać lokalnym społecznościom realne prawo do blokowania inwestycji w centra danych.
– Mamy ograniczoną sieć. Stany Zjednoczone nie mają wystarczającej przepustowości, by zrealizować te plany – stwierdził gubernator Florydy.
To podejście stoi w sprzeczności z polityką Białego Domu, który – decyzją prezydenta Donalda Trumpa – dąży do maksymalnego przyspieszenia rozwoju AI i ograniczenia regulacji na poziomie stanowym.
Kryzys na największej sieci energetycznej USA
Najtrudniejsza sytuacja panuje na obszarze PJM Interconnection – największej sieci elektroenergetycznej w USA, obsługującej 65 mln ludzi w 13 stanach, w tym kluczowe politycznie Pensylwanię i Wirginię.
Według operatora sieci, do 2027 roku zabraknie tam 6 GW mocy, czyli niemal tyle, ile zużywa całe miasto Filadelfia. Skutki?
- wyższe ryzyko blackoutów
- gwałtowny wzrost cen mocy
- koszty przerzucane bezpośrednio na odbiorców końcowych
Nadzór rynku PJM oszacował, że 23 mld dolarów dodatkowych kosztów można bezpośrednio powiązać z zapotrzebowaniem centrów danych.
Prywatne elektrownie dla AI? To też problem
W odpowiedzi na kryzys energetyczny operatorzy data center coraz częściej rozważają budowę własnych elektrowni przy obiektach (co-location). Rozwiązanie to jednak również budzi kontrowersje.
Eksperci ostrzegają, że prywatne źródła energii dla AI mogą:
- ograniczyć dostępność mocy dla reszty rynku
- zwiększyć ryzyko blackoutów dla gospodarstw domowych
- pogłębić nierówności w dostępie do energii
Regulatorzy w Wirginii już zdecydowali, że od 2027 roku to centra danych zapłacą większość kosztów nowej infrastruktury energetycznej, która powstaje specjalnie z myślą o nich.
Polityczna bomba przed wyborami
Wszystko wskazuje na to, że centra danych i AI staną się jednym z tematów wyborów środka kadencji w USA w 2026 roku. Rosnące koszty życia, bezpieczeństwo energetyczne i obawy lokalnych społeczności tworzą mieszankę, która może realnie spowolnić rozwój branży sztucznej inteligencji.
Jeszcze niedawno data center były postrzegane jako symbol postępu i wzrostu gospodarczego. Dziś coraz częściej widzi się w nich zagrożenie dla stabilności sieci, portfeli obywateli i lokalnej polityki.
Foto: Grok/AI.