Administracja Donalda Trumpa nakazała wstrzymanie prac przy budowie morskiej farmy wiatrowej Revolution Wind u wybrzeży Rhode Island.
Projekt o mocy 704 MW, który miał zacząć dostarczać energię już w przyszłym roku, jest ukończony w blisko 80%. Decyzja wywołała falę krytyki w branży energetycznej i obawy o przyszłość inwestycji w odnawialne źródła energii w USA.
Oficjalny powód: bezpieczeństwo narodowe
Matthew Giacona, pełniący obowiązki dyrektora Bureau of Ocean Energy Management (BOEM), poinformował duńskiego dewelopera Ørsted w liście, że prace zostają wstrzymane ze względu na konieczność „ochrony interesów bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”.
Ørsted oświadczył, że rozważa wszystkie możliwości, w tym działania prawne, aby jak najszybciej rozwiązać sprawę.
Kolejny cios w sektor OZE
To nie pierwszy ruch administracji Trumpa wymierzony w rozwój energii odnawialnej. W styczniu prezydent wprowadził moratorium na nowe inwestycje w morskie farmy wiatrowe. Dodatkowo IRS wydał nowe wytyczne, które utrudniają firmom uzyskanie ulg podatkowych przy budowie farm wiatrowych i słonecznych. Departament Handlu prowadzi poza tym dochodzenie, czy import turbin i ich komponentów nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa USA.
— Każde zatrzymanie projektu na tak późnym etapie oznacza ryzyko dla miejsc pracy, kontraktów i społeczności, które już korzystają z inwestycji — podkreślił Erik Milito, prezes National Ocean Industries Association, amerykańskiej organizacji zrzeszającej firmy prowadzące przeróżne inwestycje na morzu, nie tylko związane z energetyką wiatrową.
Revolution Wind: energia dla 350 tys. domów
Revolution Wind powstaje w federalnych wodach, 15 mil od Rhode Island. Budowa rozpoczęła się w 2023 roku, a pełne uruchomienie farmy planowano na 2026 rok. Po ukończeniu instalacja miała dostarczyć wystarczająco dużo czystej energii, aby zasilić 350 tysięcy domów w Rhode Island i Connecticut.
Każdego roku dzięki pracy farmy ma ponadto zostać wyeliminowana emisja CO₂ odpowiadająca zanieczyszczeniom wytwarzanym przez 150 tysięcy samochodów.
Teraz jednak los projektu stanął pod znakiem zapytania. — USA mają dziś tylko jedną dużą działającą farmę wiatrową. To za mało, by sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię — dodał Milito.
Eksperci ostrzegają, że ograniczanie rozwoju OZE przy rosnącym popycie na energię grozi wzrostem cen prądu w całym kraju. Jason Grumet, szef organizacji American Clean Power, skomentował decyzję ostro. — To kolejny przykład, jak ekstremalna polityka partyjna niszczy racjonalną politykę energetyczną. Inwestorzy dostają jasny sygnał: USA nie są już wiarygodnym miejscem dla długoterminowych inwestycji energetycznych – powiedział.
Powtarzający się schemat
Nie jest to pierwszy przypadek ingerencji administracji w trwające projekty. W kwietniu wstrzymano prace przy farmie Empire Wind u wybrzeży Long Island, zarzucając poprzedniej administracji zbyt szybkie wydanie pozwoleń. Prace wznowiono dopiero w maju, ale norweski deweloper Equinor stracił prawie miliard dolarów na skutek zmian regulacyjnych.
— To już drugi raz, gdy administracja Trumpa nielegalnie zatrzymuje w pełni zatwierdzony projekt w trakcie budowy — tym razem taki, który jest ukończony w 80% — powiedziała Liz Burdock, szefowa Oceantic Network, największej w USA organizacji branżowej wspierającej rozwój morskiej energetyki odnawialnej i budowanie krajowego łańcucha dostaw.
Według niej decyzja niszczy zaufanie inwestorów do amerykańskiego rynku. Uderza przez tym w wiele branż powiązanych z sektorem offshore, od stoczni po firmy żeglugowe.
Foto: Revolution Wind.